Jak za darmo to nie idę, nie stać mnie!
[…]
– Nie mam hajsu, więc nie idę, proste!
– Tym razem nie potrzebujesz.
– Jak to nie?
– Ja Cię zapraszam, będzie dobrze, zobaczysz.
– Powiedz mi, ale co to za frajda iść na przedstawienie, gdzie nie pada ani jedno słowo?
– O to właśnie w tym wszystkim chodzi, mało masz niepotrzebnym słów na co dzień?
– Dobra! Idziemy.
– Może później zobaczymy tę bezpłatną wystawę zainspirowaną twórczością Beksińskiego?
– Jak bezpłatna to pewnie słabo tam jest.
– Przecież mówisz, że nie masz pieniędzy!
– No nie mam, ale to nie powód, żeby od razu iść na wystawę za darmo.
– Skąd wiesz, że jak za darmo to beznadziejnie? W Muzeum Narodowym co sobotę można obejrzeć ekspozycję bezpłatnie.
– Tak, ale to nie to samo.
– Milczenie jest jednak złotem, więc…
[…]
To jest dokładnie to samo.
Powiem więcej – nieuczestniczenie w tego typu wydarzeniach to po prostu zbrodnia na kulturze.
Obalam dzisiaj dwa mity:
- Wydarzenia kulturalne za darmo to ściema.
- Pantomima to nuda.
W tym artykule chciałabym opowiedzieć Wam o fantastycznej przygodzie z Wrocławskim Teatrem Pantomimy imienia Henryka Tomaszewskiego oraz o zjawiskowej wystawie –„Metamorfoza. Magia w obrazie”, na której miałam przyjemność być w zeszłym tygodniu w Galerii Miejskiej we Wrocławiu.
Kumple od sztuki to podstawa!
Świetnie jest móc obgadać wzajemne spostrzeżenia od razu po spektaklu czy porozmawiać o wystawie w czasie jej zwiedzania. Przyjaciele od sztuki to ważna rzecz. Najczęściej nasze opinie się pokrywają, jednak najbardziej pożądany jest moment niespójności. Bardzo dużo nauczyłam się od moich wspaniałych przyjaciół i wiem, że ich wyobraźnia jest na tyle rozwinięta, iż nie pójdą oni w utarte schematy i nie usłyszę jakiegoś pseudo artystycznego bełkotu.
Podróżowanie z Moniką jest pouczające, ale my się rozumiemy na każdej płaszczyźnie i nadajemy na tych samych artystycznych falach, za to doświadczanie kultury z osobami, które na co dzień nie mają bzika na jej punkcie to prawdziwe wyzwanie i podróż w nieznane. To nie trudne zainteresować kulturą kogoś, kto już z założenia jest czymś zaintrygowany, wyzwanie to przyciągnąć nowych odbiorców. Na tym segmencie powinna skupić się działalność edukacyjna kultury.
Czy „Szkoła Błaznów” w Teatrze Pantomimy jest dobrym wyzwaniem? Zapewne. Bo to przecież po tym spektaklu usłyszałam najpiękniejsze podsumowanie tego cudownego przedstawienia. Od kogo? Od osoby, która zawsze mi powtarza -„nie znam się, co ja tam wiem, to nie dla mnie”.
Oto one: „Czasami wydaje nam się, że jesteśmy nieomylni, inteligentni, że mamy cały światu u stóp, a takie chwile pokazują nam, jak mało wiemy o otaczającej nas rzeczywistości, jak mało doświadczamy i jak przy tym jesteśmy cholernie małostkowi„. Sztuka to nieskrempowane emocje i wolność, nie licytacja kto użyje więcej trudnych słów w opisie.
Jest potencjał i jest moc! Czasami po prostu warto dać sobie szansę i próbować rzeczy, które nie przyszłyby nam w normalnych warunkach do głowy. Jeśli wy jesteście gotowi to zróbcie to, chociażby na próbę.
Nauka wzajemnego szacunku i zrozumienia
Szkoła błaznów wystawiana we Wrocławskim Teatrze Pantomimy w reżyserii Zbigniewa Szymczyka inspirowana jest dramatem Michela de Ghelderoder’a. To belgijski dramaturg zaliczany do współczesnej francuskiej awangardy. Mroczny facet zarówno z wyglądu, jak i z twórczości. Jego dorobek definiowany jest takimi epitetami jak: okrucieństwo, czarny humor, groteska, fantastyka, absurd, makabra, cierpienie, śmierć czy absurdalność. Jeśli tym Was nie zachęciłam, to właśnie się poddałam.
Całe przedstawienie bazuje głównie na tym jednym słowie – okrucieństwo i nie jestem całkowitym odzwierciedleniem 1:1 dramatu Michela. Spektakl opiera się na ukazaniu okrucieństwa we współczesnym świecie na trzech płaszczyznach: człowieka wobec człowieka, systemu wobec jednostki i natury wobec człowieka. Dla mnie najsilniejszym przekazem była płaszczyzna człowiek kontra człowiek, na tym się przede wszystkim skupiałam i muszę przyznać, że ten aspekt został świetnie oddany. Wniosek – najgorsze co może spotkać człowieka w jego życiu to drugi człowiek. Rzeczywiście tak jest, a pomysły zagrania poszczególnych scen będących dowodem tej teorii są wielce niestandardowe, za to dla reżysera duży plus. Nie chcę zdradzać Wam całej fabuły, dlatego pozwólcie, że w szczególności wspomnę o tym co wywarło na mnie szczególne wrażenie.
Okrucieństwem dzielimy się najłatwiej
To przedstawienie przypomniało mi przede wszystkim o tym, że my na co dzień mamy do czynienia z okrucieństwem i to od najmłodszych lat. Z okrucieństwem w różnej postaci i ukazującym się w różnych postaciach, może dlatego tak trudno na co dzień jest nam je nazwać w prosty i stanowczy sposób. Mamy w sobie także silną tendencję do marginalizowania tej kwestii i do nieprzyznawania się przed samymi sobą, że coś takiego w ogóle miało/ma miejsce. Tłumaczenia są różne, albo zwalamy na wychowanie, albo na kulturę, w jakiej żyjemy, na standardy, które ktoś kiedyś wprowadził albo na życie – „lekcja życia”, „lekcja pokory” to moje ulubione zwroty. Pozwalamy krzywdzić siebie i sami krzywdzimy innym bez konsekwencji np. – „Jestem twoją matką, więc mogę!”, „Słuchaj się ojca, on wie najlepiej!”, „Pedałów w domu nie chcemy! Nie tak Cię wychowaliśmy!”, „Dlaczego nie możesz być normalna i przyprowadzić chłopca do domu! Lesbijka nie mieści się w moim światopoglądzie”, „Jak Ty wyglądasz, jesteś dziewczynką, a ubierasz się jak facet”. Zbyt często w swoim życiu słyszałam tego typu historie i wiem jak bardzo wówczas cierpieli ludzie, którzy tego doświadczyli, a to przecież tylko słowa.
Jeśli jesteś błaznem tak jak ja…
Podczas przedstawienia nie padło ani jedno słowo, to dlatego mogłam usłyszeć i przemyśleć więcej istotnych spraw niż podczas najlepszego filmu, przedstawienia czy musicalu. Jak to się stało, że półtora godziny dało mi tak dużo? Już odpowiadam.
Odcięłam się od najważniejszego i najbardziej upierdliwego bodźca – słów. Dotarło do mnie, że zdecydowanie zbyt wiele słów wychodzi z moich ust każdego dnia i czasami powinnam zamilknąć. „Szkoła Błaznów” zmusiła mnie do myślenia i interpretowania sytuacji na podstawie mojej wiedzy i doświadczenia, a nie tylko słuchania i patrzenia na usta rozmówcy. Wreszcie!
zaklaszcz w dłonie na raz i dwa
„Szkoła błaznów” unaocznia cały proces okrucieństwa, począwszy od małej, niewinnej sytuacji, rozwoju zdarzeń do eskalacji gniewu, złych emocji, popełnienia zbrodni i autodestrukcji. Tym okrucieństwem nie jest końcowy efekt, ale cały proces.
Spektakl w sposób dobitny pokaże Wam, z czym musimy się dzisiaj mierzyć i jak moralnie jesteśmy obojętni. Szkoła błaznów to nie opowieść o cyrkowych przebierańcach z wymalowanymi twarzami, o których powiemy – ale śmieszni! To niestety my! Oczywiście śmieszni, groteskowi, dziwni i zabawni, ale czy właśnie o taki obraz nam chodziło?
Gorzko.
„Szkoła błaznów” nie byłaby jednak tak rewelacyjna bez fenomenalnych aktorów –postać Foliala z lekka psychodeliczna, mroczna i niezrozumiała w kreacji Anny Nabiałkowskiej jest definicją tego przedstawienia. Wszyscy aktorzy występujący na scenie, a nie jest ich dużo, wykonali kawał dobrej roboty.
12 października miałam przyjemność zobaczyć: Jana Kochanowskiego, Agnieszkę Charkot, Izabelę Cześniewicz, Agnieszkę Dziewę, Marię Grzegorzewską, Agnieszkę Kulińską, Sandrę Kromer – Gorzelewską, Monikę Rostecką, Artura Borkowskiego, Anatoliy Ivanov, Mateusza Kowalskiego, Piotra Sabata, Mariusza Sikorskiego oraz Krzysztofa Szczepańczyka.
Aktorzy są naturalni, mają świetnie dopracowane każde szczegóły (a to w pantomimie podstawa), a ich gibkość i plastyczność jest niezwykle imponująca. Zarówno pojedynczo jak w scenach zbiorowych prezentują się bardzo efektownie.
I jak?
To był dla mnie wielki zaszczyt móc po tak długiej przerwie spotkać się ponownie z pantomimą i odnaleźć w niej wielorakość znaczeń i symboli. Długo będę wspominać ten cudowny ruch sceniczny i poszczególne gesty – scena z jabłkiem wymiata!
Dziękuję za odczarowanie pantomimy i wyniesienia jej do tak wysokiej rangi w sztuce, coś czuję, że pozostanę z Wami na dłużej.
P.S. Jakby co nikt mi nie zapłacić za dobrą recenzję tego spektaklu, oni są po prostu diabelsko zdolni i tyle!
Uważajmy na to, co mówimy na co dzień.
Czy naprawdę kolor skóry, waga, wygląd, orientacja seksualna czy wyznanie jest tak ważne? Odpowiedzcie sobie sami.
Zdjęcia pochodzą ze strony Wrocławskiego Teatru Pantomimy: http://pantomima.wroc.pl/spektakle-pantomima/szkola-blaznow/.
Wrocławski Teatr Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego
Aleja Dębowa 16
53-121 Wrocław
Za tydzień ciąg dalszy artykułu i magii Beksińskiego…
#kulturadowynajecia











