Jestem śmieciarzem kultury!

Geneza tragedii

Wstępny zarys sytuacji: zawalony stół papierami, miliony kolorowych kartek, karteczek, plakatów, zaproszeń, ulotek, broszur informacyjnych, kartek pocztowych, naklejek, światełek i ja…

– Coś Ty tu znowu naniosła co?
– Ale, że co?
– O Jezus! (zabrzmiało raczej o Jessuuu – wiecie takie ciche „s” i ostre „u” na końcu)
– Przepraszam bardzo, ja nie rozumiem, o co Ci chodzi!
– Chodzi o to, że biegasz po tych muzeach i makulaturę do domu znosisz! Znowu!
– Jaką makulaturę? Uważasz, że moje materiały to makulatura?
– Tak, tak uważam! Powiem jeszcze coś: nie po to się przeprowadziliśmy, żebyś Ty mogła na nowo to wszystko zbierać, w tamtym mieszkaniu mieliśmy jeden pokój, ale ja do nowego nie będę kupował kolejnego regału. Garderoba jest pełna twoich rzeczy i jeszcze książki i zeszyciki i karteczki i plakaciki i duperele.. Quo vadis kobieto?
– Oooo nie! W garderobie jest tylko jedno pudło moich książek i jak Ty to nazywasz „makulatury”, a regał ma 5 półek i się jakoś mieścimy.
– Racja. Pięć półek, z czego jedna moja. Reszta księżniczki.
– O co chodzi teraz, bo ja dalej nie rozumiem?
– Przestań zbierać te rzeczy, proszę Cię!
– Ale ja nie mogę, ja to kocham, poza tym one są takie piękne i kolorowe, ja się nie mogę oprzeć.
– Przykro mi to stwierdzić, ale Ty masz problem kobieto. Jesteś po prostu śmieciarzem kultury i ja nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę?
Śmieciarzem kultury?
– Tak. Zdecydowanie tak.
– Ty… To bardzo ładnie powiedziane, poczekaj, zapiszę to, żeby mi nie umknęło.
– Jesteś z tego dumna?
– Pewnie, że tak! Dziękuję Ci za to. Jesteś kochany.
– (tutaj nastąpiło pełne pogardy spojrzenie a później zwykła bezsilność)
M. wstał, odwrócił się do mnie plecami i ostatnie słowa, jakie wypowiedział to:
dobra, kupimy Ci jakieś duże pudełko na to wszystko, a tymczasem zapakuj to sobie jakoś ładnie.
– Naprawdę?
– Taaa, teraz pozwolisz, że się oddalę. Muszę przemyśleć, to co właśnie tutaj zaszło.
– Spoko, jeszcze raz dzięki.

Wszystko się wydało

Muszę Wam się do czegoś przyznać – jestem uzależniona od kultury. Taka niespodzianka. Jest jednak coś gorszego – jestem uzależniona od środków promujących kulturę. Oj, tutaj jest o wiele gorzej.
Znamy się już ponad pół roku i uznałam, że to najwyższy czas, aby podzielić się z Wami moimi wstydliwymi sekretami. Nie wiem, kiedy to się dokładnie zaczęło ani jaka była geneza tego zjawiska, ale ja po prostu kocham gromadzić wspomnienia! Mam w domu kilka uroczych pudełek, w których trzymam pamiątki. Nie są to co prawda duże pudełka, ale jest w nich jakaś ważna część mojego życia, taka część, którą uznałam za istotną, niezapomnianą czy wartą pozostania ze mną na dłużej np. pocztówki, bilety z koncertów, opaska z Woodstocku, rzeczy związane z M., wizytówki, muszelki, bursztyn itp. Może Wam się wydawać, że to nic wielkiego, ale dla mnie te rzeczy mają wielką wartość sentymentalną. Lubię wieczorami usiąść na podłodze i rozłożyć wszystkie te drobiazgi, to poprawia mi humor. Po co to robię? Robię to dla treningu swojej pamięci, czasami zapominam o tym, co powinno być dla mnie najważniejsze, patrząc na te pudełka, pamięć szybko wraca.
Boxy pamięci tak je roboczo nazwijmy (brzmi trochę pogrzebowo – dobra, nieważne, chociaż w sumie jakby się nad tym zastanowić rodzina miałaby przynajmniej po mnie jakąś pamiątkę… ok! Nie idźmy w tę stronę!) to zupełnie co innego niż zbieractwo kultury.

W przypadku zbieractwa kultury następuje zupełnie inny poziom wtajemniczenia.
Otóż:
1. trzeba wiedzieć co warto wziąć,
2. nie można brać wszystkiego, a później wyrzucać – nie niszczmy niepotrzebnie drzew,
3. w tym momencie musi nastąpić wstępna selekcja, odrzucenie i decyzja,
4. wybieramy, to co nas zainteresuje w pierwszym momencie – jeśli chcecie być zbieraczami na poziomie to na początek te informacje powinny wystarczyć 🙂

Kiedy to piszę czuję się trochę jak blogerka modowa, która radzi co na siebie włożyć i co pasuje do danej sylwetki. Z kulturą jest podobnie – my też się ubieramy w kulturę, dlatego to, co włożymy do naszej głowy, jest bardzo istotne. Najlepiej jest wówczas kiedy dobrze wiemy co chcemy mieć w naszej głowie i co nam pasuje, tak aby to doświadczenie zostało z nami na dłuższy czas.

Ja jestem uzależniona od folderów, które promują wystawy, szczególnie tych produkowanych przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu i jego oddziały. Proszę Was, czy nie jesteście w nich zakochani? Tak szczerze?

Kolejna porcja – kulturalne informatory – majstersztyk. Lubię proste rozwiązania — w momencie, kiedy są one praktyczne, ładne i na dodatek przydatne to ja nie mogę wobec czegoś takiego przejść obojętnie.
Muzealne ulotki i informatory są po prostu obłędne, bierzecie w rękę kawałek papieru i macie wszystko, czego Wam trzeba. Informator można nosić w torebce – wszelkie dane, adresy, terminy, lokalizacje są w jednym miejscu. Na ulotkach informacyjnych poza datami najważniejszych wydarzeń współtowarzyszącym danej wystawie znajdziecie także piękny tematyczny plakat. Czy czegoś Wam więcej trzeba? Nie wiem jak Wy, ale ja jestem zwolenniczką wersji papierowych – lubię mieć zatem te rzeczy w zasięgu ręki, czuję się wtedy bezpieczniej.

Poza ulotkami informacyjnymi i katalogami zbieram kartki pocztowe – są zjawiskowe.
Nie zbieram kartek turystycznych, czyli z miejsc, gdzie aktualnie przebywam, tylko pocztówki reklamujące wystawy, opowiadające o jakimś wydarzeniu, pocztówki, na których są fotografie lub pocztówki z przeznaczeniem – przedstawiające dzieła sztuki, znanych artystów lub wydarzenia historyczne. Zdarza mi się kupować pocztówki w antykwariacie, ale z rozwagą, zazwyczaj są drogie. Bardzo lubię tworzyć obrazy z pocztówek, ale tak, abym mogła je co jakiś czas podmienić, nuda jest straszna. Mam kilka takich egzemplarzy w domu.

Albumy – polowałam ostatnio na taki jeden wyjątkowy egzemplarz i operacja się powiodła! Z przykrością muszę stwierdzić, że wiele publikacji pozostaje w sferze moich marzeń, za każdym razem jak jestem w księgarni Muzeum Narodowego czy Pawilonu Czterech Kopuł szaleję, ale wiem, że są priorytety. Mam nadzieję, że kiedyś będzie mnie stać na własną biblioteczkę tylko z pozycjami traktującymi o sztuce i kulturze, ale na razie spokojnie. Mam kilka diamentów na półce, dziś pochwalę się ostatnim prezentem urodzinowym (dobrze jest mieć zarówno rodziców jak i teściów).

Torby, torebeczki, torebunie jak to mówi klasyk „na co Ci kolejna”? Co prawda złości się, ale czasami sam mi coś podsuwa, nie rozumiem tego…
Z torbami jest tak, że toreb tematycznym u mnie nigdy dość! Kocham je i lubię być kulturalna nawet na zakupach w spożywczym. U mnie dzieje się to w sposób naturalny i powiem szczerze, że czasami to się już nawet nad tym nie zastanawiam: ile, co, gdzie i jak?

Kubki. Oczywiście, że kubki! No jak to tak śniadanie bez kulturalnego kubka? Kocham kubki. Znowu. Kubki – nie ma znaczenia jakie: kulturalne lub nie, kwiatki, kropki, każde, liczy się tylko pomysł, oryginalność i kształt – kiedy te wszystkie elementy są, ja jestem totalnie kupiona. Swoją drogą o rozmiarze mojej kolekcji zdałam sobie sprawę podczas przeprowadzki, możecie sobie tylko wyobrazić minę M., kiedy pakował je wszystkie do kartonów. Bidulek pod koniec tych prac aż usiadł z przemęczenia, a jak M. siada i zaczyna myśleć, to znaczy, że kroi się dla mnie coś nieprzyjemnego.

Dodatki – zeszyty, notesiki, gry, kalendarze itp. O tym to ja już nawet nie będę wspominać.

Czy może być jeszcze gorzej?

Oto cała Kulturalna Ola/ Śmieciarz Kultury w naturalnym dla niej środowisku. Cały czas tłumaczę sobie przed lustrem, że jest mi to wszystko potrzebne, aby pisać dla Was artykuły, ale umówmy się – nie zawsze! Każdy ma jakieś słabości, ale ja akurat z tymi nie mam zamiaru walczyć, kocham je wszystkie.Ten cały bałagan jest dokładnie taki jak ja.

Na koniec wrzucam Wam jeszcze parę przyjemnych kawałków na letnie dni/wieczory, abyście nie byli ze mną tylko oczyma, ale i duchem.
Pozdrawiam Was serdecznie i do usłyszenia 🙂

#kulturadowynajecia

 

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.