Poczuj więcej, dotnkij, zobacz
Wciągnij głęboko powietrze, ale tak żebyś poczuł jak oddychasz. Prawdziwie oddychał. Wyraźnie i miarowo – najpierw przez nozdrza, powoli i delikatnie. Wypuszczaj stopniowo ustami. Powtórz. Wstrzymaj. Poczuj jak kręci Ci się w głowie i nudności przywierają do ust, już dłużej nie wytrzymasz – odpuść. To uczucie jest nieprzyjemne, ale teraz jest ono potrzebne. Bez chwili oddechu wszystko co nastąpi po tym staje się jasne, wyraźne i takie oczywiste. Rzadko zdarza Ci się taki stan, więc go dobrze zapamiętaj.
Październik
Październik. Film Ostatnia rodzina obejrzałam dwa razy. Pierwszy raz aby móc go zrozumieć. Drugi raz, żeby upewnić się, że na pewno zapamiętam go z najmniejszymi szczegółami. Nie wykluczam trzeciej wizyty, ale musi minąć pewien czas. O Beksińskich wiedziałam tyle co przeciętny człowiek o fizyce kwantowej i jest to dobre porównanie. Interesując się od najmłodych lat sztuką, filmem, teatrem czy literaturą, uczęszczając w liceum do klasy o profilu humanistycznym, mając taki przedmiot jak – WIEDZA O KULTURZE mogę co najwyżej rozszyfrować hieroglify, ale niestety nikt nie przedstawił mi dobrze sylwetki Zdzisława i Tomasza. Wielka szkoda. Mając 24 lata znalazłam przyjaciela. Szukałam go bardzo długo i nie wiedziałam czy będzie dane mi kiedykolwiek zobaczyć po drugiej stronie, na ludzkiej twarzy zrozumienie i akceptację. Udało się – nie przewidziałam jedynie jednego – że on będzie martwy. Zanim wybrałam się na film, kupiłam książkę Grzebałkowskiej „Beksińscy”, wydawało mi się, że warto poza filmem dowiedzieć się czegoś więcej. Nie myliłam się. Zastanawiałam się nad jednym – kiedy zacząć ją czytać? Po czy przed seansem ? Wybrałam tę pierwszą opcję. Książka jest wisienką na torcie i może tylko podkręcić sznyt całości obrazu. Decyzja jest świadoma i celowa. Nie chciałam być przygotowana na jakiekolwiek emocje i reakcje. To musiało być prawdziwe i autentyczne, więc nie mogę być ograniczona w odbiorze nadmiarem informacji i już wyrobionym zdaniem z góry. Skoro i tak mało wiedziałam to niech na razie tak pozostanie. Tak jak wspominałam o Zdzisławie i Tomaszu Beksińskim nie wiedziałam zbyt dużo. Te ochłapy w postaci krótkich informacji kim byli i czym się zajmowali musiały w tym okresie wystarczyć. Po przeczytaniu dodatkowych artykułów w Internecie poszłam pierwszy raz na film.
To nie jest żadna recenzja
Podczas tworzenia tego bloga obiecałam sobie jedno – nigdy nie recenzować filmów i książek! Tym ma się kto zająć a ja nie czuję się na siłach aby pokazywać swoim brudnym paluchem co należy czytać i oglądać a co nie. Jednak tę zasadę muszę po części złamać. Nie jestem w stanie po obejrzeniu tego filmu pisać o kulturze i zachęcać do korzystania z niej bez najważniejszego elementu czyli emocji. Nie opowiem Wam także kim byli poszczególni bohaterowie, bo to można szybko sprawdzić. Nie będę wkraczała w kategorie zdjęć, scenografii, dialogów, charakteryzacji – nie! Dlaczego? Bo uważam, że to jest bez sensu i spłyca cały obraz. Mówienie czy Pan Ogrodnik przeszarżował przedstawiając Tomasza, czy Pan Seweryn był dostatecznie prawdziwy albo czy Zofia Beksińska była dokładnie taka jaką przedstawiła ją Pani Aleksandra jest w tym wypadku niepotrzebne. Na litość Boską! Dosyć! Ja mogę im tylko podziękować, że sprawili iż zapomniałam o tym kim są z zawodu i mogłam skupić się na tym co ja chciałam wziąć z tego filmu, a chciałam bardzo wiele. Aż nie wierzę w to co się stało, ale udało się.
Zanim weszłam na salę kinową, parę dni się przygotowywałam. Nie chodzę do kina dla zabawy i rozrywki. Z miłości do dużego ekranu podjęłam nawet kiedyś pracę w multipleksie. Tak… wiem, to nie był dobry pomysł. Całe otoczenie tego miejsca i baza niesamowitych hitów wykończyła mnie raz na zawsze. Wizyta w kinie to dla mnie zdecydowanie coś poważniejszego, starannie selekcjonuję filmy i wybieram tylko to co może mnie naprawdę stworzyć na nowo. Zazwyczaj tym zabiegiem sprawdzam swój poziom tolerancji, wytrzymałości i obserwuję skrajne reakcje. Czasami boli jak diabli a czasami czuję ulgę. To podczas tych dwóch godzin odkrywam samą siebie i nie zawsze przychodzi dokładnie to czego oczekuję. Ostatnia rodzina miała pomóc mi wyjść z mojej bezpiecznej strefy komfortu. Domyślałam się, że będę narażona na mocne i bolesne przeżycia, ale nie sądziłam, że aż tak. To nie jest w żaden sposób wydumane ani na pokaz. Ktoś inny szuka sensu życia rodząc dzieci, robiąc karierę zawodową czy uprawiając sport ja natomiast szukam go w kinie, literaturze i sztuce. Jest to proces o wiele trudniejszy i skomplikowany, ale co jakiś czas przynosi zamierzone efekty.
Potrzebuję reakcji! Teraz, zaraz!
Relacje międzyludzkie od pewnego czasu stały się dla mnie udręką, więc jak tylko mogę uciekam do ciemnej sali. Nie umiem rozmawiać z innymi o swoich odczuciach i emocjach, bo nie widzę w tym absolutnie żadnego sensu. Problem jest tego typu – widzę, że słucha, ale nie rozumie. Zmienia szybko temat i bagatelizuje. Jak ja tego nienawidzę. „Ja potrzebuję reakcji od drugiego człowieka, reakcji!!!”. Obraz na ekranie, choć nie zawsze prawdziwy i szczery pozwala mi obcować z jakąkolwiek reakcją i odpowiedzią.
Analizując to wszystko film był dla mnie przełomem. Nie takim artystycznym, ale życiowym. Są pewne sceny w tym filmie, które chętnie bym wydrukowała, opisała, zalaminowała i chodziła z nimi uwiązanymi na szyi. W razie potrzeby wybierałabym odpowiedni dialog lub sposób zachowania, podawała i mówiła – masz zapoznaj się i nie zadawaj więcej pytań. Zaoszczędziłabym czas i nie musiałabym wchodzić w te obrzydliwe interakcje. Najważniejsza scena, czyli tzw. „tygiel w żołądku” to rozmowa Tomasza z rodzicami w pracowni Zdzisława. Chętnie wkleiłabym ją tutaj jako znak i manifestację, ale nie będę odbierała Wam przyjemności własnej interpretacji. Wiem, że na pewno spiszę ją całą słowo w słowo. Jest wówczas swoiste „klik” i dziękujesz, że mogłeś coś zobaczyć i czegoś doświadczyć, to jest właśnie ten moment. Nie musisz widzieć aprobaty w twarzach sąsiadów siedzących obok ani czekać aż przyjaciel/przyjaciółka zrozumie. Zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś już z tym sam i to przynosi wielką ulgę. Bliska mi osoba powiedziała wprost – jesteś Tomaszem! Miała jednak smutny wyraz twarzy, ale ja za to dziękuję, to komplement. Z jednej strony było mi wstyd, że dopiero teraz poznałam tego człowieka, ale z drugiej strony – jakie to jest teraz ważne i świadome. Ten moment i czas w moim życiu nie jest przypadkowy. Powiedzmy, że tak musiało być – uzyskałam reakcję.
To nic wielkiego
To nic wielkiego. To była zwykła rodzina. Mam wrażenie, że wiele osób postrzega ich przez pryzmat pewnego zdziwaczenia na poziomie swoich, osobistych braków i potęguje tym narastające spekulacje. Chcąc zobaczyć na ekranie dziwolągów, śmieją się, że Beksiński dokumentował wszystko i wszystkich dając tym samym potwierdzenie jego „szalonego umysłu”. Facet wyprzedził swoje czasy i swoją epokę, był nieszablonowy i ekscentryczny a my ekscytujemy się, że je zupę pomidorową i robi kupę. Ja widzę to tak – dwie wyjątkowe osobowości, cholernie inteligentne, świadome wszystkiego jak diabli, z problemami, bez problemów, nieprzystosowane do prostego życia na warszawskim osiedlu, mające inne spojrzenie na świat oraz kochające sztukę i oddające się jej bez granic. Zdzisław maluje obrazy, pozwalając aby ten mrok i biesy będące w nim wylazły na światło dzienne. Takie swoiste oczyszczenie z tego całego syfu. Jest artystą zupełnym i tak wyraża siebie. Idąc z duchem czasu stara się jednak być na bieżąco z techniką dokumentowania dźwięku i obrazu, ponieważ wie że płótno to czasami za mało, aby wyrazić siebie artystycznie w XX wieku. Najnowsze kamery, aparaty a później komputery i grafika – to tylko technika za pomocą której kontynuuje opowieść o Zdzisławie Beksińskim i rodzinie Beksińskich. Prekursor słynnej foteczki w lustrze. Tomasz natomiast – tu już jest dłuższa opowieść. Niepokorny umysł z tendencją do przesady i wiecznym bólem życia. Fantastyczny pasjonat muzyki, kolekcjoner płyt, kaset, tłumacz i genialny obserwator. Odnoszę wrażenie, że nie do końca doceniamy rolę Tomasza jako kreatora postaci Zdzisława Beksińskiego. Skupiamy się co jest oczywiście zrozumiałe na starym Beksińskim, ale to Tomasz jest głosem rozsądku, rozwagi i przełomowych obserwacji w tej rodzinie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że on w pewnych momentach mówi już bardzo wprost, nie sili się na filozofię czy głębszy sens – konkretnie co mu nie pasuje, co go drażni, co go wkurza, i że on się na to po prostu nie godzi. Wyobrażał sobie tę egzystencję zupełnie inaczej i dosyć ma robienia czegoś dla innych i dopasowywania się do ogółu. Gdzie te fajerwerki? Gdzie to zaskoczenie? Tutaj mamy kwintesencję życia. Ciężko i zarazem pięknie dorastać wśród takich rodziców – ludzi, którzy z pozoru powinni Cię zrozumieć, bo mają ten sam stopień wrażliwości a z drugiej strony odbierają wszystko tak górnolotnie, czasami aż nie do wytrzymania. Postać Tomasz jest wielokrotnie przedstawiana w filmie bardzo skrajnie. Pierwszy odbiór to ” śmieszny wesołek – Romek” lub zdesperowany histeryk. Na szczęście on mógł sobie na to pozwolić. Nie jestem w stanie zliczyć momentów kiedy miałam ochotę zachować się dokładnie tak jak on. Wziąć butelkę, rzucić nią o ścianę, rozwalić meble w domu lub wykrzyczeć komuś to co o nim myślę. Bez konsekwencji.
Mentalna przepaść
Wspomniałam już, że przed pójściem do kina poczytałam na temat rodziny Beksińskich. Co znalazłam? Dowiedziałam się np., że fascynował się śmiercią – dlatego próbował się zabić , miał w domu swoją klepsydrę i spał w trumnie. Serio? Tak bardzo spłycamy? Chłopak odkrył coś czego my przez nasze korporacyjne tablety i kremowe kawy w białym kubku nie będziemy nigdy w stanie zrozumieć – jakość i cel tej podłej egzystencji. Spokojnie, tylko rzeczywistość skarbie. Potrzebował tylko lub aż REAKCJI.
To nic wielkiego. To nie była rodzina nawiedzona. To nie była rodzina przeklęta. To nie była rodzina inna. To była rodzina wyjątkowa, bo jakaś taka niepolska, pomimo że jednak polska. Sanok daleko stąd – mentalnie to przepaść.
… pocałujcie ich wszystkich w dupę!
Rodzina, którą rozumiem i która mnie nie zadziwia. Jeśli kiedykolwiek miałaby pozostać jakaś rodzina na ziemi, to byłaby to właśnie ta. Ludzie, którzy się kochali, wspierali, ale na innych płaszczyznach, niż te które są nam znane. Ludzie, którzy nie mogliby być tymi którymi byli bez choćby jednego przedstawiciela domu. Ludzie, którzy mieli zwykłe problemy, troski, którzy chcieli tak po prostu choć nieudolnie pomóc swojemu synowi i ludzie którzy potrzebowali siebie jak mało kto. Wreszcie ludzie, którzy przenikali siebie nawzajem i byli swoją własną odpowiedzią. Całość materii i wyrazu.
Nie patrzmy na ten film przez pryzmat opowieści o dwóch lub trzech artystach – jeśli tego chcemy obejrzyjmy jakiś dokument. Spójrzmy na to wszystko wreszcie po ludzku – prosto i bez zadęcia. Starajmy się zrozumieć i dostrzec to co jest widoczne. To jest film dla wszystkich – nie każdy z nas musi wyciągnąć z niego coś ambitnego jeśli nie czuje się na siłach, ale dajmy sobie szansę. Pamiętajmy o jednym – to jest tylko film! Czy chcemy w to wszystko wierzyć, to nasza prywatna sprawa.
Wypuść powietrze. Było bardzo dobrze. Kłuje, ale możesz iść dalej. Rzadko mam takie chwile dla których warto być.
Tu leżą Beksińscy, pocałujcie ich wszystkich w dupę!
#kulturadowynajecia
1 thought on “BEKSIŃSKI – JESTEŚ CAŁYM MOIM ŻYCIEM”