Piosenka jest dobra na wszystko

Przed nami piękne dni, zapowiada się cudowna pogoda, a co za tym idzie, częściej wychodzi z naszych domowych kryjówek. Plener, ogródek domowy, restauracja na mieście czy nawet balkon, ja, jeśli chodzi o balkon za bardzo nie poszaleję, ponieważ mam balkon na tzw. jedną stopę, ale plener jak najbardziej. Co robicie, gdy chcecie się zrelaksować w parku lub na spacerze? Oczywiście zabieracie ze sobą muzykę lub czekającą na lepszy moment odłożoną na bok książkę.

Tak jak Wam kiedyś wspominałam na swoim koncie mam kilka koncertów, zarówno tych ogromnych, międzynarodowych, jak i tych lokalnych, rzekłabym domowych. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, to tak jakby odebrano mi część mojej duszy. Jestem totalnym maniakiem i każdą wolną chwilę wykorzystuję na odcięcie się od rzeczywistości i wtopienie się w moje stare, ukochane dźwięki. Nie powiem, że słucham wszystkiego, bo to totalna bzdura. Nie znoszę, jak ktoś odpowiada – w co mi wpadnie w ucho. Bez urazy, ale na co dzień w ucho wpada mi dużo słów i to właśnie przed nimi się chronię. Muzyka to coś więcej niż dobry bit, świetna zabawa i wesoła atmosfera. Muzyka to esencja słów i melodii dzięki którym, chociaż na chwilę stajemy się bardziej wrażliwi, czuli, sentymentalni czy rozbawieni. Muzyka daje ukojenie, poprawia nastrój lub nakłania do refleksji. Nieważne czego słuchacie, muzyka scala nas wszystkich, jest ponad podziałami, ponad polityką i ponad obyczajami. Chyba to w niej najbardziej kocham. Uczestnicząc w tych wszystkich fantastycznych wydarzeniach, wiem jedno – kameralne, miejskie koncerty są najlepsze na świecie i to nie chodzi już o ludzi, dojazdy i nerwową atmosferę, ale intymny klimat, w którym można na chwilę zniknąć. Tego obecnie się trzymam, czyli koncerty na mniejszą skalę, ale z grupą, która przyszła tu w jednym konkretnym celu – celebrować chwilę.

Chciałabym skorzystać z tej cudownej okazji i przedstawić Wam kilka wspaniałych projektów muzycznych, artystów, wykonawców etc., którzy w moim sercu mają specjalne miejsce. Może ich kojarzycie lub bardzo dobrze znacie, tym bardziej będzie mi miło. Jeśli nie, wybierzcie coś dla siebie. To jest malutka część tego, co mam przy sobie. Jest maj, czyli jeden z najbardziej twórczych miesięcy w roku, skuście się zatem na coś nowego lub starego/zapomnianego. Zabierajcie muzykę ze sobą wszędzie, a zobaczycie, że świat jest wówczas bardziej do przyjęcia 😀

Oto kilka moich propozycji na ciepłe, miłe, pachnące majowe dni:

  1. Łąki Łan – to stan umysłu, a nie muzyka. Ten zespół to coś więcej niż tylko muzyka i gdybym o nich nie wspomniała, nie byłabym sobą. Jest to jeden z najbardziej kreatywnych, otwartych, twórczych zespołów muzycznych na polskiej scenie. Pogodzeni ze sobą, pogodzeni z życiem, kochający przyrodę i propagujący wartości ekologiczne. Zabawa słowem to ich drugie imię, świetnie napisane teksty genialnie odnajdują się w bardzo dobrej szacie muzycznej. Trudno nawet ocenić kto jest lepszy – mają genialnego basistę, szalonego perkusistę, tajemniczego klawiszowca i obłędnego wokalistę. Słuchanie Łąki Łan w domu a pójście na ich koncert to są dwie oddzielne przygody. Przyznam się, że nigdy mi się nie znudzi na koncertach robienie „szałasu”, przytulanie się do obcych ludzi czy niekontrolowanie emocji i ciała. Na koncertach Łąki zawsze świadomie tracę głos i panowanie nad sobą. To jest po prostu pewnego rodzaju flow, którego nie opowiem i wytłumaczę za pomocą znanych mi słów – albo pokochasz na zawsze, albo szukaj dalej. W ich przypadku nie ma półśrodków. Najlepsze jest to, że na koncertach bawią się wszystkie grupy wiekowe, widziałam na własne oczy dziadków czy rodziców ze swoimi pociechami. Każdy z nas tam obecnych znajdzie coś dla siebie i jestem przekonana o tym, że nasze wrażenia były podobne. Łąki Łan to przykład zespołu, który poza dobrą zabawą niesie ze sobą konkretne przesłanie, a ja takie rzeczy kocham i szanuję. 
  2. Łona i Webber – nie przepadam za tego typu gatunkiem muzycznym, natomiast Pan Prawnik jest jedyną osobą, która mnie do siebie przekonała. Mówiłam już, że nie lubię prostych piosenek bez polotu, tak więc przekaz, świetna obserwacja, błyskotliwość, morał, w tekstach tych Panów to zestaw podstawowy. Tutaj nie uświadczycie „języka ulicy” a jak są już te przekleństwa, to doprawdy uzasadnione, tutaj nie ma opowieści »ile dałby autor, by zapomnieć ją« lub »że ma kryzys, kryzys, kryzys »czy inne takie, ekhm smaczki. Bez poczucia humoru, dystansu do siebie czy otwartości nie ma co podchodzić do Łony. Artyści uczą nas jak wyjąć z siebie ten przysłowiowy kij z pewnego miejsca, na czym warto skupiać się w swoim życiu i co jest wartością samą w sobie oraz przede wszystkim, aby nie być ignorantem. Diabelnie inteligentni Panowie, z którymi bałabym się wejść w jakikolwiek dyskurs. Szacunek! Przyznam się, że koncert w Starym Klasztorze był jednym z lepszych widowisk muzycznych, na jakim byłam w swoim życiu. Jeśli w waszym mieście gra zestaw – Łona, Webber i The Pimps (obłędni) to nie zastanawiajcie się długo, proszę Was. Czy lubicie tego typu muzykę, czy nie po prostu idźcie! 
  3. Krzysztof Zalewski – skradł moje serce na zeszłorocznej 3- majówce we Wrocławiu i jest ze mną do tej pory. Powróciłam do niego z dużą rezerwą, ponieważ pamiętałam jego początki w pewnym talent show, ale czas zdecydowanie lepiej wpływa na twórczość i kreacje niektórych artystów (przykład Moniki Brodki). Polecam jego cover’y z Męskiego Grania oraz nową solową płytę. Krzysztof ma naprawdę niespotykane umiejętności wokalne i potrafi zaskoczyć – „Cichosza mnie totalnie zmiotła z powierzchni ziemi, ale o tym troszkę dalej, przy okazji jest bardzo mądry w tym, co robi i konsekwentny. Jeśli macie opory, to dajcie mu szansę. 
  4. Organek, czyli Tomasz z bujną grzywą. Stary, rockandrollowy wyga śpiewający głównie po polsku. Tak, czasami język polski i mocniejsze brzmienia dobrze się ze sobą komponują i pasują do siebie. Tomasz na scenie muzycznej jest już od jakiegoś czasu, ale odnoszę wrażenie, że dużą popularność zyskał dzięki koncertom Męskiego Grania. Tam tworzy istne cudeńka wraz z Podsiadło, O.S.T.R. i innymi swoimi koleżkami. Tomka polecam bardzo serdecznie, ponieważ jest zdolny, pisze dobre teksty i wydaje mi się, że jest takim życiowym hipsterem. Posłuchajcie najnowszej płyty pt. „Czarna Madonna”, poczytajcie o Tomku, obejrzyjcie parę wywiadów – jest ich kilka, nie tylko u Wojewódzkiego, osobiście polecam rozmowę w Miecugowem w „Inny punkt widzenia”. Jeśli macie okazję być na koncercie wykorzystajcie to i koniecznie wybierzcie się na Męskie Granie. 
  5. Skoro mowa o Męskim Graniu to wcale nie jest ono takie męskie jak się wydaje. Męskie to jeden z najlepszych festiwali muzycznych organizowanych w tym pięknym kraju nad Wisłą. Kocham. Odwiedzam. Popieram. Propaguję. Reklamuję. Poza fantastycznymi Panami usłyszycie m.in. Marię Peszek, Melę Koteluk, Brodkę, Nosowską, Dąbrowską, Nykiel itp. Najlepszy moment koncertu według mnie to artyści i Orkiestra Męskiego Grania, tylu świetnych cover’ów dawno nie słyszeliście. To zadziwiające jak nowe, muzyczne aranżacje mogą stać się lepsze od oryginału, przecież wykonawcy mierzą się ze „starymi klasykami”, więc poprzeczka jest naprawdę wysoko postawiona. Efekt jest smaczny, elegancki i na pewno niezapomniany, u mnie na Spotify Męskie Granie grzeje się cały czas. Każdego roku, po festiwalu dostępna jest ścieżka dźwiękowa, którą warto mieć na swojej półce, dostępna z legalnego źródła w formie płyty CD lub właśnie na Spotify.  
  6. Legendy Polskie Allegro – znacie legendy o Babie Jadze, Bazyliszku czy Twardowskim? Jeśli znacie, lubicie i chcecie zobaczyć ich nowoczesną wersję to zapraszam serdecznie przed monitor. W zasadzie mogłabym stworzyć osobny artykuł o tych krótkometrażowych filmach Allegro, ale dzisiaj chcę zwrócić Waszą uwagę na ich ścieżkę dźwiękową. Muzykę poznajemy w różny sposób – mogą być to filmy, koncerty, spektakle muzyczne, opera, filharmonia itd. Czasami zupełnie przez przypadek odkryjemy coś fantastycznego. Mój zachwyt nad filmami Allegro poza świetnie dobraną obsadą, efektami specjalnymi czy dobrze skrojonym scenariuszem przejawia się w doborze muzyki. Znowu mamy do czynienia np. tak jak w przypadku Męskiego z wykorzystaniem starych klasyków polskiej sceny muzycznej. To jest tak proste, a zarazem trudne, tak niepowtarzalne i trafione, że aż łzy same cisną się do oczu. Przykład? Proszę bardzo: świetna Anna Karwan w piosence Sośnickiej „Aleja Gwiazd” przyprawia o gęsią skórkę na całym ciele, Zalewski w utworze „Cichosza” Grzegorza Turnaua jest niczym psychodeliczny przestępca (wykonanie światowej klasy!), natomiast „Jaskółka” Stana Borysa to niejako apel do nas ludzi, abyśmy wreszcie się otrząsnęli i przestali myśleć tylko o sobie. Przesłanie, nauka, szacunek, mądrość oraz klasa sama w sobie. Klasyka połączona z nowoczesnością w najlepszym wydaniu, mam nadzieję, że będzie więcej. Jeśli miałabym kiedykolwiek  w swoim życiu tworzyć coś na taką skalę, to nie powstydziłabym się tego projektu. Zazdroszczę wszystkim, którzy mieli okazję brać w tym udział.  
  7. Mistrz i Małgorzata czy Ostatnia Rodzina? I to, i to poproszę. Obie płyty dumnie stoją na mojej półce. Tak jak wspominałam, muzykę poznajemy za pomocą różnych zdarzeń i sytuacji. Po obejrzeniu spektaklu „Mistrz i Małgorzata” w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu, nie mogłam nie mieć u siebie w domu ścieżki dźwiękowej. Każdy z tych utworów z osobna jest oddzielną historią i nawet bez możliwości obejrzenia spektaklu spokojnie możecie mieć tę wspaniałą opowieść zawsze przy sobie. Znajomość samej książki czy jej fragmentów lub filmu też powinna pomóc, z resztą kto nie zna Bułhakowa? Ja jednak polecam wybrać się na wrocławskiego Mistrza i Małgorzatę do Capitolu, nawet jeśli musielibyście specjalnie tylko po to przyjechać, oczywiście po wyjściu obowiązkowy zakup płyty.

    Ostatnia Rodzina – to film mojego życia, wiadomo. Po kilkukrotnym obejrzeniu filmu wiedziałam, że ścieżka dźwiękowa musi należeć do mnie. Poznanie muzyki z tego konkretnego filmu to zupełnie osobna przygoda. Polecam zakup filmu, ścieżki dźwiękowej i oczywiście książki. Czemu? Bo warto. Jeśli ten argument Was nie przekonał to zachęcam do lektury: https://kulturalna-ola.pl/2017/01/beksinski-jestes-calym-moim-zyciem/
  8. Sorry Boys, Piotr Zioła, Bovska, LemOn– coś małego i skromnego. Kiedyś w ogóle nie słuchałam polskiej muzyki, był taki czas, że zatrzymałam się na utworach młodości moich dziadków i rodziców, niczego innego nie przyjmowałam. Był czas poezji śpiewanej i moja przygoda z Markiem Grechutą – mam kilka płyt i jestem z tego dumna. Kocham Marka i do dzisiaj sobie razem śpiewamy, jednak w trakcie studiów zaczęłam się otwierać na nowe doznania muzyczne. Kilka lat temu pojawiło się naprawdę wiele fantastycznych twórców, artystów i muzyków na polskiej scenie. Mieli dwie zalety – byli młodzi i zdolni. Historię Pana Fisza znacie, to jest osobna kategoria wtajemniczenia, ale od tamtej pory szukam nowych twarzy i tak o to pojawili się m.in. Sorry Boys czy Piotr Zioła. Nie mówię, że słucham ich cały czas lub znam wszystkie ich płyty, ale warto się pochylić nad takimi ludźmi. Szukać, szukać, szukać i bywać na koncertach, dobrym początkiem są np. dni miast. 
  9. Pan Fisz, czyli Bartosz Waglewski – za dużo, by opowiadać, więc odsyłam tutaj: https://kulturalna-ola.pl/2017/03/fisz-malarz-slowem/
  10. Kabaret Starszych Panów – M. zawsze mi powtarza, że jestem mentalną 50., kiedy powracam do takich wspomnień, ale sam ich słucha. Zawsze się cieszę, kiedy tak mnie nazywa – to wielki komplement. Idąc za Panami Przyborą i Wasowskim – piosenka jest dobra na wszystko i tego się trzymajmy. Zachęcam do zakupienia kolekcji CD ze wszystkimi utworami z Kabaretu Starszych Panów – piękna sprawa. Czasami żałuję, że nie ma współczesnych Starszych Panów, taka skarbnica wiedzy o świecie i zasadach dobrego wychowania czy zachowywania się w towarzystwie to doprawdy rzadkość, a obserwując społeczeństwo to na pewno takie lekcje by się przydały.

Cóż, nie da się nie być mentalną 50. kiedy wychowywali Cię dziadkowie i mama. Oczywiście nie musiałam oglądać i słuchać tego, co oni, ale było to tak fascynujące, że nie mogłam się oprzeć. Tak oto na porządku dziennym była Sośnicka, Jantar, Przybora, Stan Borys, Grechuta, Prońko, Zaucha itd. Kocham ich za to, że mi to wszystko pokazywali i uczyli sztuki czy kultury. Dzięki nim jestem tym, kim jestem i mogę pisać ten blog. Mogę być mentalną 50. i być z tego dumna. Wraz z gustami przeniesionymi od dziadków, mamy czy brata mamy (AC/DC, Kiss i te sprawy…) przez te wszystkie lata sama kształtowałam swój muzyczny bit i będę to pewnie robiła do śmierci. To jest właśnie mój świat, którego nikt mi nie zabierze. Dziś nie ma już z nami moich dziadków, ale dali mi coś na całe życie, to co mam w duszy – moją małą kulturę i przestrzeń dzięki, której żyję. Czasami nie wiem jakbym bez tego wszystkiego dawała sobie radę, ale na szczęście jest ze mną moja mama Lidia – asystent w przestrzeni kultury, dyrektor kinowy, teatralny i skarbnica wiedzy wszelakiej, czego nie zobaczę ja, widzi ona i nawzajem.

Kochani wynajmujcie co się da, bo to, co zatrzymacie wewnątrz jest najcenniejsze.
Oczywiście słuchajcie muzyki tam, gdzie się tylko możecie! Do następnego.

#kulturadowynajecia

 

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.