Łąka z dupy czyli Nature Morte

Halo mamo! Wróciłam do domu. […] Tak, tak wiem, nie mów nic więcej. Tak, znowu Pawilon. Tak mogłabym tam zamieszkać. Tak było wspaniale. Co? Nie, do 14 maja. Nie, nie zdążysz. Wiem, miałam szczęście. Pa. […] Krótka recenzja.

Nigdy nie jestem obiektywna, jeśli chodzi o Pawilon Czterech Kopuł, kocham to miejsce bezwarunkowo i bezgranicznie a Wy dobrze o tym wiecie. Zawsze jak tam jestem to muszę coś stamtąd przytargać, no po prostu nie ma innej opcji. Tak było i tym razem – proszę Państwa, przedstawiam milionową płócienną torbę z najnowszej kolekcji Panny Aleksandry. Anna Wintour przy mnie to doprawdy słaby zawodnik, ale do rzeczy: co zrobić, żeby otoczenie a co gorsza twój chłopak/mąż/ojciec nie zauważył kolejnego zakupu? Przy okazji omawiania wystawy podzielę się z Wami swoimi życiowymi doświadczeniami, można śmiało powiedzieć takie dwa w jednym. Nieważne czy to jest torba z sieciówki, od projektanta czy z muzeum, torba jest torba! Oni inaczej nie widzą. Wracając do domu z tej pięknej wystawy, obrałam odpowiednią strategię. Badania wskazują, że im coś bardziej pokazujesz i z czymś bardziej się obnosisz, to jest to mniej zauważalne, niż jak miałabyś/miałbyś to skrzętnie ukrywać. Wyjście z tej sytuacji okazało się banalne. Wchodzę z torbą obładowaną zakupami, nieważne, że wydałam na nie w tym momencie więcej niż na torbę, wyjmuję produkty niczym Pani z telezakupów (torba oczywiście dalej musi pozostać w zasięgu wzroku) i robię pyszny obiad. Nonszalancko odkładam ją na bok i opowiadam, jak to cudownie było znów być w Pawilonie i jak bardzo zachwyciła mnie ekspozycja. Po obiedzie zabieram torbę i wieszam ją w widocznym miejscu. Jeśli delikwent zapyta się, co ona tu robi, mówię, że mam ją od dawna, a jeśli to nie zadziała, zwalam wszystko na muzeum i mówię, że trafiłam na szczęśliwy dzień i rozdawali za darmo. To zawsze jest wina Pawilonu! To nie może się nie udać, jestem uratowana. Taaa, skoro oczywistości mamy już za sobą to przejdźmy teraz do samej wystawy.

NATURE MORTE to wystawa czasowa prezentowana w Pawilonie Czterech Kopuł we Wrocławiu przedstawiająca martwą naturę okiem współczesnych artystów. Oto kilka ważnych informacji na temat samej wystawy:

  1. Wystawa trwa od 19.02 do 14.05 2017 roku – macie jeszcze tydzień!
  2. Cena biletu – 10 zł (normalny), 5 zł (ulgowy).
  3. Wystawa podzielona jest na pięć części: flora, fauna, pożywienie, przedmioty domowe oraz śmierć.
  4. Prezentowane dzieła wywodzą się od artystów pochodzących z różnych środowisk, zakątków świata oraz preferujących ukazywanie martwiej natury w sposób niekonwencjonalny, nieoczywisty i bardzo niestandardowy. Ich twórczość jest daleka od przedstawiania tradycyjnego malarstwa gatunkowego a interpretacje są doprawdy genialne.
  5. Wystawa jest wynikiem współpracy Pawilonu Czterech Kopuł, Muzeum Sztuki Współczesnej – Oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu oraz MOCA London.
  6. Wystawa zawiera około 100 dzieł artystów pochodzących m.in. z Wielkiej Brytanii, Kanady, Polski, Niemiec, Norwegii, Szwecji, Finlandii, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych, Afryki Południowej, Belgii, Chile Meksyku, Japonii, spokojnie więc zaspokoicie swoje artystyczne pragnienia i nie poświęcicie całego dnia.
  7. Inspiracją to stworzenia tej wystawy była książka samego dyrektora MOCA London Michaela Petry’ego pt. Nature Morte.
  8. Oprowadzanie po wystawie czasowej ma miejsce w każdy piątek o godzinie 17, ostatnia tego typu okazja to najbliższy piątek, czyli 12 maja.
  9. Biblioteka – czyli zakupy, można zaopatrzyć się w piękny album, kolorowe pocztówki, oryginalne kredki – tak kredki, przewodnik po wystawie czy torbę płócienną za całe 7 zł 😀 Nawet jeśli nie planujecie zakupów, to warto tam zajrzeć, polecam serdecznie.

Tematem przewodnim NATURE MORE była przede wszystkim współczesna interpretacja martwej natury, interpretacja, która momentami jest zabawna, szokująca, skrajne minimalistyczna lub mroczna. Techniki i środki przekazu jakimi posługują się artyści, występują w zależności od kategorii, tematyki czy podejścia do martwej natury. Wielkim plusem wystawy były ekspozycje audiowizualne, krótkie filmy opowiadające poszczególne historie natury –  zarówno jej życia jak i śmierci. Przekaz był bardzo mocny i dosłowny, jednym z lepszych przykładów była opowieść o pleśni obrastającej filiżankę z herbatą, swoją drogą zawsze mnie korciło zostawić kawę na kilka dni, jednak nigdy nie zdobyłam się na taką odwagę. Artyści tej wystawy swoimi pracami chcą nam przekazać, to abyśmy nie patrzyli na martwą naturę tylko pod kątem jej konkretnego umiejscowienia czy przeznaczenia, całość ma o wiele głębsze znaczenie, bo dotyka bezpośrednio nas samych. Czy jesteś rośliną, zwierzęciem, przedmiotem czy owocem lub warzywem przeminiesz tak jak człowiek, to nas wszystkich bezpośrednio ze sobą łączy. Ktoś może zapytać teraz: „Co z tego”? „Cóż niezwykłego może być w wazonie z kwiatkami”? No bez jaj – jak mówi klasyk. Tak to prawda, wazon z kwiatkami lub owoce to nie brzmi zachęcająco, ale z drugiej strony skoro potrafimy spędzić godziny na oglądanie słodkich kotków czy stada żubrów w Internecie przed ważnym kolokwium to myślę, że prawdziwa natura nas wzywa do prawdziwego życia. Takie oto głębokie przemyślenia towarzyszą podczas oglądania tej wystawy, myślę, że cel został osiągnięty.

[…] Nie ukrywam, że poszłam na tę wystawę z podobnym nastawieniem, szczególnie że miałam niemiłe flashback’i z lekcji plastyki w gimnazjum. „Namaluj ładnie cytrynkę, to dostaniesz piątkę”. Co to znaczy namaluj ładnie? Chodząc po tych wszystkich galeriach i wystawach, już dawno utwierdziłam się w przekonaniu, że zrobię oszałamiająca karierę tylko wtedy gdy namaluję to, najgorzej jak potrafię, Pani chyba żartuje! Tak to ja sławna na pewno nie będę! […] Moja nauczycielka poszła o krok dalej, była zafiksowana na punkcie koni tak bardzo, że do dzisiaj nie mogę spojrzeć na to biedne zwierzę. Konie, konie, konie, wszędzie konie, a ja konia narysować nie umiem. Dramat, ból, cierpienie i niedowierzanie. No to pozostało malować cytrynki. […]

Jeśli mieliście podobnie i nie wyobrażacie sobie, co może być niezwykłego w martwej naturze (ta wystawa jest naprawdę szalona i warta waszych odwiedzin, ale szanuję) to podam Wam teraz dwie motywacje. Pierwsza- jedzenie! Powoli, powoli szefowo, jeśli wchodzi w grę jedzenie, to idziemy koleżanko.

Nie mogło być inaczej – pierwszy obraz i moja współtowarzyszka tej jakże zacnej wystawy zakochała się na amen. Co zobaczyła? Wielkie ciastko przed sobą. Kobieta, lat 25, stateczna, pracująca, ambitna, żeby nie było, z kim ja się zadaję, stała przy nim jak zahipnotyzowana. Jeśli wielkie ciasto Was nie przekonało, to idźmy dalej.

Druga motywacja, jedno słowo – fejm. Ja wiem, sztuka nie jest w cenie i tego w tv dużo nie ma, ale na Boga cóż to będzie za podziw i szacunek jak opowiesz gdzie byłaś/byłeś Krystynie w pracy, dziewczynom w szkole czy Sebie na dzielnicy. Jedno jest pewne – padną z wrażenia, że w ogóle przyszedł Ci taki pomysł do głowy.

Pozwolę sobie przedstawić Wam kilku moich ulubieńców wystawy Nature Morte z podziałem na kategorie:

  1. Jedzenie – Andro Semeiko „Bardzo duże czekoladowe ciasto”, Martin Gustavsson „Wisienki” (moje ukochane, chętnie przytuliłabym taki obraz na ścianę), Cindy Wright „Martwa natura 2”, Jerzy Lewczyński „XXX (karp na gazecie)”, Rebecca Scott „Perfekcyjna gospodyni”, Peter Abrahams „Mleko i ziemia”oraz Saara Ekstrom „Mętny, żółty pączek”.
  2. Przedmioty domowe – James White „Raid”, Jadwiga Sawicka „Bez tytułu”, Andrzej Dudek „Sztuka butów”, Andrzej Lachowicz „Spodnie z cyklu Fotografia konkretna”, Włodzimierz Borowski „Niciowiec okienny” oraz Darren Jones „Czas i miejsce”.
  3. Flora i fauna – Ori Gersht „Wielki wybuch”, Nancy Fouts „Martwa natura + prawdziwe życie”, Tadeusz Kantor „Toaleta mewy”, Nancy Fouts „Królik z wałkami do włosów”, Zbigniew Tomaszczuk – kompozycja z tulipanami, Marek Gardulski „Martwa natura z kaliami”, Andrzej Bielawski „Przy brzegu”, Maciej Urbanek „Łąka
    oraz Zdzisław Beksiński „Zwierzę”.
  4. Śmierć – Mathew Weir „Autoportret (martwy)”, Alexander James „Wielki niwelator z serii Vanitas”, Alina Szapocznikow „Serce – lampa”, Paul Hazelton „Peruka strachu”, Caroline McCarthy „Vanitas” oraz Roberto Ekholm „Uzdrowiciel”.

Martwa natura to coś więcej niż kolorowe owoce i bujne kwiaty. Artyści tej wystawy odpowiadają na bardzo ważne pytanie: Czym tak naprawdę jest życie? Na przykładzie zwierząt, roślin, posiłków współcześni twórcy ukazują ulotność życia, przemijanie, krótko trwające piękno czy proces starzenia się, natomiast kompozycje vanitas są niejako przejściem na drugą stronę mocy — ich mrok, ale i przystępność pokazuje, że pewne rzeczy są nieuniknione i że wszyscy wobec śmierci jesteśmy równi. Tyle alegorii i zastosowań ma w sobie wystawa martwej natury i pomyśleć, że jako gatunek malarstwa martwa natura została wyodrębniona dopiero w XVII wieku. Warto się nad tym zastanowić i nie skreślać sztuki ot tak. Idźcie, bo po prostu warto.
Wynajmujcie kulturę na własnych warunkach! Do następnego!

#kulturadowynajecia

O Autorze

2 thoughts on “Łąka z dupy czyli Nature Morte

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.