Początki
Dzisiaj zabieram Was w podróż do Stanów Zjednoczonych, a dokładnie do Nowego Jorku. Będzie to kolejna podróż fotograficzna i zaręczam Wam, że bardzo potrzebna, wartościowa i niepowtarzalna. Głównym sponsorem tej wycieczki jest Muzeum Współczesne we Wrocławiu, warto zatem do końca sierpnia (21.08 koniec wystawy czasowej) się tam pojawić.
Wiecie jak mam stosunek do Pawilonu Czterech Kopuł prawda? Wiadomo, traktuję to miejsce jak swój drugi dom. Jest jednak jeszcze inna przestrzeń, która zajmuje szczególnie miejsce w mym sercu, a jest to właśnie Muzeum Współczesne we Wrocławiu.
Podczas 1. urodzin Pawilonu Czterech Kopuł, kiedy to zabierałyśmy Wrocławian do muzeum, natrafiłam na tego typu sytuację:
– Zapraszamy serdecznie do Pawilonu, wsiadamy, jedziemy, chodźcie z nami! (bardzo gorąco zachęcałam).
– Dzień dobry, przepraszam bardzo, gdzie jedzie ten tramwaj? – zapytał przemiły, młody Pan.
– Dzień dobry, jedziemy na pierwsze urodziny Pawilonu Czterech Kopuł.
– Świetnie, a co to jest?
– To jest muzeum sztuki współczesnej połowy XX wieku i XXI wieku, sztuka polska. (nie dałam oczywiście po sobie poznać, że w chwili zadania mi tego pytania miałam mikro zawał – jak można tego nie wiedzieć?)
– Czyli gdzie dokładnie?
– Hala Stulecia, kojarzy Pan?
– Tak kojarzę, koło Zoo?
– Tak, koło Zoo. (nasze wrocławskie Zoo punktem orientacyjnym Wrocławia)
– To świetnie!
– Świetnie, jedziemy!
W tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie dla wszystkich musi być tak oczywiste, gdzie znajdują się poszczególnie miejsca kultury, nawet dla Wrocławian.
Od tej pory postaram się umieszczać w moim artykułach adresy tych cudownych miejsc, zarówno dla przypomnienia, jak i dla informacji.
Kilka słów o schronie czyli naszym pięknym Muzeum Współczesnym
Muzeum Współczesne to najpiękniejszy walec, jaki w życiu widziałam, z jedną z lepszych panoram tego miasta oraz z najsympatyczniejszymi barmanami na świecie. Budynek muzeum pełni rolę schronu — tak, tak schronu! Mogę również powiedzieć, że to najbardziej oryginalny schron, w jakim dane mi się było schować. Swoją drogą obecny obiekt jest tylko chwilową siedzibą muzeum. Docelowo Muzeum Współczesne ma znajdować się w centrum miasta w bardzo doborowym sąsiedztwie — Panoramy Racławickiej, Muzeum Architektury i Akademii Sztuk Pięknych. Osobiście przyznam, że ta lokalizacja bardzo przypadła mi do gustu, wszystko do siebie po prostu pasuje i jeśli muzeum kiedykolwiek zmieni swoją siedzibę, to w tamtej części Wrocławia nie będzie już nic ciekawego.
Przyznam się szczerze, że bardzo lubiłam przychodzić po M. do jego pracy, wówczas przechodziliśmy obok Muzeum i moje miny w stylu głodnego kotka albo biednego pieska zawsze zwyciężały! Wchodziliśmy! Swoją drogą takie miny dobrze jest mieć zawsze przy sobie, nigdy nic nie wiadomo. Co prawda na wystawę go nigdy nie namówiłam, ale Panie kochany na te widoki i coś chłodnego do picia to zawsze!
Od wystaw to ja mam swoją osobną, stałą ekipę – wytrwała Monika i jakiś losowo wybrany biedak, który akurat do mnie przyjechał. Zawsze swoich gości ciągnę do jakiegoś muzeum, wychodzę z założenia, że czym chata bogata — tym razem przyszła kolej na Oliwię, razem wybrałyśmy się na Gordona Parksa. Chyba się jej podobało — wszystko obejrzała, wszędzie zajrzała, wszystko przeczytała, obgadałyśmy powystawowe uczucia i uzyskałyśmy ogólne zadowolenie. Konkluzja? 2:0 – warto przyjść i zobaczyć.
Tak jak obiecałam: Muzeum Współczesne — plac Strzegomski 2a, 53-681 Wrocław, tak oto prezentuje się muzeum w swoim najlepszym ujęciu:
Musicie wiedzieć, że ten nieziemski wygląd budynku muzeum odpowiada dokładnie temu, co znajdziecie w środku, czyli dalej jest to sztuka współczesna, jest szalona forma oraz totalnie odjechana kreacja i wizja. Kiedyś się już umówiliśmy, iż nie wmawiamy sobie „nie znam się na sztuce współczesnej, więc nie wchodzę” prawda? To mamy za sobą! Świetnie! Ja sama nie zawsze wszystko „ogarniam” i właśnie to jest najlepsze. Przykład: będąc na wystawie fotografii Parksa, udałyśmy się na kolejną wystawę — Czarna Wiosna — powiem szczerze, że bez szału, może moi rodzice lepiej odnaleźliby się w tych klimatach, ale sama wystawa totalnie do mnie nie przemówiła, jednak gdyby nie to, nie odkryłabym kilku genialnych instalacji mojej ukochanej grupy Luxus. Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłam.
Pamiętajcie o jednym! Nie musicie wszystkiego obejrzeć za pierwszym razem i nie katujcie się niepotrzebnie. Jeśli nie macie siły na obejrzenie wszystkich wystaw, rozłóżcie to w czasie, nic nie ucieknie, a tak możecie się tylko zniechęcić.
Muzeum Współczesne to także fantastyczne miejsce na randkę! Wspominałam niedawno o restauracji w Narodowym, ale myślę, że bardziej intymnie i kameralnie będzie we Współczesnym. Lampka wina, księżyc, gwiazdy, sztuka, piękna panorama i Wy! Co Wy na to? Widzicie się już tam oczyma wyobraźni? Mhm, kuszące.
Gordon Parks. Zdjęcie? Chętnie, poproszę!
Teraz parę słów o samej wystawie czasowej: Gordon Parks- Aparat to moja broń. Wydawałoby się, że nie można bardziej sugestywnie nazwać tej wystawy i rzeczywiście tak jest, jednak w słowach „aparat” i „broń” ukryło się dosłowne i mniej dosłowne przeznaczenie. Dosłowne — w kategorii użycia aparatu jako broni, czyli wcielenia go w element walki, wojny, pola bitwy oraz aparatu jako tarczy — w tym wypadku do walki z uprzedzeniami, nietolerancją, głupotą i brakiem wzajemnego szacunku. Tym polem bitwy dla Parksa, okazała się nie sceneria wojenna, ale scena relacji międzyludzkich, a to w kategorii wyzwania najtrudniejsza z bitew.
Parks wybrał świadomie swoje przeznaczenie i rolę, jaką pełnił w społeczeństwie, jego życie odzwierciedlało jego pracę, a jego praca mówiła bardzo dużo o jego filozofii życia, stosunkach społecznych oraz o tym, na co nie chciał się nigdy zgodzić: nierówności społeczne, walka ras, dyskryminacja i arogancja światka przestępczego.
Będąc tak znanym fotografem miał realny wpływ na zmianę postrzegania rzeczywistości, zmianę percepcji myślenia, czy zwrócenie uwagi na dany problem za pomocą ukazywania konkretnych zależności. Jego bronią nie był pistolet, ale miało tak samo boleć, ten przekaz musiał być konkretny, mocny i miał powoli pozbywać się stereotypów. Bardzo trudne zadanie postawił sobie ten człowiek, jednak o dziwo nie poniósł porażki w tej dziedzinie.
Myślę, że fotografia jest najmocniejszym środkiem przekazu, jaki kiedykolwiek powstał. W fotografii nie ma słów, ale zazwyczaj na niej ukazane jest wszystko. Takim właśnie fotografem z misją był Parks. Jego losy, życie i doświadczenia mają ogromne przełożenie w fotografii, jaką uprawiał, jednak jego biografia, a jego twórczość to miejsce na dwie osobne wystawy. Oczywiście w Muzeum Współczesnym znajdziecie ponad 80 fotografii Gordona, a także poznacie wstępnie sylwetkę artysty. Mam jednak nadzieję, że na tym nie poprzestaniecie.
Wystawa podzielona jest na dwie części – życie oraz moda. Zarówno w jednej, jak i drugiej odnajdziecie osoby znane i lubiane, a także zwykłych, prostych ludzi. Kolejne cudowne i tak oczywiste połączenie, bo czemu by nie, prawda?
Kolor skóry naszego bohatera nie byłby może tak bardzo ważny, gdyby nie fakt, iż został pierwszym czarnoskórym fotografem magazynu Life i Vouge! Pierwszym! Poza tym Gordon Parks był także pisarzem, reżyserem, poetą czy kompozytorem – człowiek orkiestra i człowiek wielu talentów. Parks w walce miał bardzo duże doświadczenie, sam odpowiedzialny był za swój sukces, a możemy się tylko domyślać jak trudna musiała być to droga.
Fotografie Parksa zostały docenione zarówno przez branżę, jak i czytelników, dzięki m.in. temu, że zawsze był bardzo blisko ludzi i ich problemów. Przełomem w jego karierze okazał się reportaż o przestępczości w Nowym Jorku oraz o Eli Watson (amerykańskiej sprzątaczki) – jest to pierwsza fotografia, wprowadzająca na wystawę.
To nie koniec, to dopiero początek…
Gordon Parks to spotkanie z historią, niejednokrotnie gorzką historią Stanów Zjednoczonych, spotkanie z prawdą, która momentami boli oraz spotkanie z człowiekiem — zwykłym, prostym, niedoskonałym, ale jakże pięknym. Portrety Gordona Parksa są naprawdę niezwykłe i poruszające, osobiście kocham fotografię i fotografować, więc tym bardziej jestem pod wrażeniem jego pomysłów, kreatywności i warsztatu. Ten 93-latek w kategorii — historia fotografii miał i ma bardzo duże znaczenie, my teraz możemy tylko z tego korzystać. Oprócz zdjęć wystawie towarzyszą krótkie wspomnienia fotografa wplecione między fotografiami, uwierzcie, że to kolejne historie, które pozostawią Was z tą wystawą na długo. Do dyspozycji macie także film dokumentalny o artyście, a także kilka jego publikacji. Jeśli jesteście zainteresowani wydarzeniami organizowanymi do wystawy to tutaj wrzucam przydatny link: http://muzeumwspolczesne.pl/mww/edukacja/gordon-parks-aparat-to-moja-bron-program-towarzyszacy/
20 sierpnia będziecie mieć ostatnią okazję na oprowadzanie kuratorskie po wystawie, do czego serdecznie zachęcam 🙂
Czy warto? Coś mi mówi, że nie jestem obiektywna, ale z drugiej strony czy ktoś mi kazał być? Warto! Warto! Może być to jedyna taka okazja w życiu.
Zachęcam Was serdecznie do częstych odwiedzin, jeśli jeszcze nie byliście to ta wystawa czasowa może Was do tego tylko zachęcić. Zapytacie co z barem? Jeśli sztuka współczesna Was pochłonie zawsze możecie odreagować to właśnie w barze 🙂
Poza tą wystawą czasową macie także do dyspozycji inne wydarzenia: http://muzeumwspolczesne.pl/mww/category/wystawa/
Osobiście polecam następujące wystawy:
- STAŁA WYSTAWA MWW — STANISŁAW DRÓŻDŻ “POJĘCIOKSZTAŁTY”,
- WYSTAWA INTERAKTYWNA — PIKSELOZA,
- DOTKNĄĆ. ALEKSANDRA ŚMIGIELSKA.
Do następnego!
#kulturadowynajecia







































































