Moje absolutnie nieświęte podróże – czyli kultura do wynajęcia w Sandomierzu

Wstydliwa prawda, sekrety i karty na stół. Wszystkie!

W poprzednim artykule obiecałam Wam relację z Sandomierza. Proszę bardzo. Tak się jakoś potoczyły nasze wędrowne losy, że w drodze powrotnej z Bieszczad do Wrocławia wstąpiliśmy do Sandomierza. Jak się domyślacie, nie jest to najprostsza droga do domu, powiem więcej — najprawdopodobniej nie jest to droga brana pod uwagę przez kogokolwiek, kto ma choćby odrobinę zdrowego rozsądku! Ja nie wiem, jaki cudem, to w ogóle miało prawo się udać, ale wyszło. Moje wielokrotne próby nacisku, lamenty, płacze, przymuszenia wreszcie osiągnęły swój zamierzony skutek i tak oto prosto z Bieszczad pojechaliśmy do Rzeszowa, a z Rzeszowa jakoś dotarliśmy do Sandomierza. Określenie „jakoś” nie jest tutaj użyte przypadkowo ani nie jest żadnym nadużyciem. Nie wiedziałam, że w Polsce kursują nadal takie zabytki techniki. Czy pamiętacie jeszcze autobusy otwierane za pomocą klamki? Żeby nie było – ja kocham retro, ale na Boga! Ten autobus nadawał się co najwyżej do kasacji, a nie do podróży, wnętrze wyglądało tak, jakby ktoś próbował posklejać niepasujące do siebie elementy, natomiast moje siedzenie było leżanką. Nie ma to, jak luksus w czasie podróży, od razu z noclegiem. Jedno jest pewne – nie polecam!

[…]

Skoro tak długo się już znamy, muszę Wam się do czegoś przyznać. Stwierdziłam, że jesteśmy na takim etapie znajomości, iż wypada podzielić się z Wami kilkoma ważnymi informacjami. Sandomierza nie wybrałam przez przypadek, kiedy po raz pierwszy dokładnie zobaczył to miasto, od razu wiedziałam, że muszę tam pojechać. Pamiętałam, że jest tam pięknie, ale to było jak zimny prysznic. Kto by pomyślał, że serial oglądany przez moją babcię tak mocno mną zawładnie i dam się wciągnąć na długie lata.

Znowu „The Bold and the Beautiful”?

– Co ty tam za głupoty znowu oglądasz, co? Pewnie następna „Moda na sukces„.
– Nie tym razem, polski serial, ładny, chodź to zobaczysz!
– Niech zgadnę, akcja toczy się w Warszawie, ona jest biedna, ale piękna, pozna jego, zakocha się w nim i już będzie dobrze, a i nie zapomnijmy, że pracują w korporacji i mają szyte na miarę stroje oraz mieszkania. Wspaniale, już biegnę oglądać.
– Nie w Warszawie, w Sandomierzu…
-Co?

I tak się zaczęło…

Oto dwa największe sekrety Kulturalnej Oli:

  1. Jest totalną fanką serialu „Ojciec Mateusz”,
  2. Jest totalną fanką kryminałów Zygmunta Miłoszewskiego – Ziarno Prawdy gra tutaj pierwsze skrzypce.

O ile drugi sekret jest do przejścia, to pierwsza wiadomość mogła Was zmiażdżyć. Spokojnie, ja to rozumiem i szanuję. Nic na to nie poradzę, że polubiłam tego inteligentnego detektywa w sutannie (wszystko przez babcię! jakby co). W ogóle mam słabość do przystojnych śledczych, Szacki też był niczego sobie, ale wróćmy do sedna sprawy! Tak – oglądam Ojca Matio. Tak – dzięki niemu pokochałam to miejsce. Tak – pierwsze sezony były o wiele lepsze. Tak – na końcu okaże się, że to pewnie on zabijał tych wszystkich ludzi, cwaniaczek jeden 🙂

A może by tak rzucić wszystko i wyjechać do…

Powiedzmy sobie to szczerze – Sandomierz może być uznany za mało atrakcyjne miejsce na wypoczynek, szczególnie dla ludzi młodych. Kierunki podróży, jakie zazwyczaj obiera statystyczny Polak to Grecja, Bałtyk i Zakopane. Komu będzie chciało się jechać do Sandomierza czy równie pięknego Kazimierza? Z racji tego, że bardzo mały odsetek turystów wypoczywa w takich miejscach jak Sandomierz, ja od kilku lat świadomie wybieram trochę zapomniane i niedoceniane miasta na mapie Polski. Serial Ojciec Mateusz, jak i książka Ziarno Prawdy zrobiły bardzo wiele dla tego miejsca, nagle spojrzeliśmy na urokliwy Sandomierz zupełnie inaczej. Nie wstydzę się powiedzieć głośno – byłam na wakacjach w Sandomierzu, wyjechałam odpocząć do Krakowa czy pojechałam wyciszyć się w Bieszczady lub do małego Ludźmierza, który kocham bezwarunkowo. To są moje świadome wybory. Żeby moje wakacje były piękne i niepowtarzalne, wcale nie muszę przeglądać bogatej oferty biura podróży. To nie jest hipsterstwo, to jest chęć poznania własnych czterech kątów i komfort odkrywania czegoś więcej za każdym razem.

Zawsze staram się zachęcać Was do poznawania potencjału własnego regionu. Można przecież chwalić się nowymi i modnymi fotkami na Instagramie z kolejnego odwiedzonego miejsca na ziemi, ale czy koniecznie trzeba? Nie chcę powiedzieć, że macie się ograniczać od tej chwili tylko do wypraw po Polsce, bo sama chcę podróżować po świecie do ostatniej kropli krwi, ale uważam, że my wcale nie odbiegamy od reszty świata.

Szacki stoi przy Opatowskiej

Kiedy wiecie już, że każdy czwartkowy wieczór spędzam przed telewizorem oglądając Ojca Mateusza, oraz że kocham prokuratora Szackiego pora na kilka wskazówek jak miło spędzić czas w Sandomierzu. Zapnijcie więc pasy, bo nie mam prawda jazdy!

Dlaczego warto zaplanować wakacje w Sandomierzu?

  1. Może dlatego, że jest to królewskie miasto i każda księżniczka musi się tam pokazać, chociażby dla przyzwoitości. W jednym z przewodników przeczytałam, że Sandomierz jest niczym włoski Rzym, epickie porównanie 🙂 zobaczycie, że tak jest naprawdę, gwarantuję Wam.
  2. Sandomierz nie należy do największych miast w Polsce, co prawda jest stolicą powiatu, jednak średnia liczba ludności nie przekracza 28 tys. mieszkańców. Większość zabytków i atrakcji miejskich znajduje się na Starym Mieście i w jego okolicach.
  3. Sandomierz położony jest na siedmiu wzgórzach, górujących nad lewym brzegiem Wisły, miasto usytuowane w Nizinie Nadwiślańskiej, ciągnące się od Wyżyny Sandomierskiej po Równinę Tarnobrzeską. Lewy brzeg Wisły to część miasta z bogatą zabudową architektoniczną, przemysłowa część Sandomierza (nazywana Nadbrzeziem) leży przy prawym brzegu Wisły w Kotlinie Sandomierskiej. Jeśli będziecie na miejscu, na pewno uchwycicie tę różnicę, to wygląda trochę tak, jakby Sandomierz był złożony z dwóch zupełnie innych miast. Nie znaczy to, że jakakolwiek część miasta jest gorsza, po prostu te różnice są znaczące, przyjemniej na pewno wypoczywa się na Starym Mieście.
  4. Kilka ważnych miejsc do zobaczenia: Rynek Starego Miasta z kamieniczkami, Ratusz, Brama Opatowska, Dom Jana DługoszaZamek KrólewskiMuzeum Okręgowe w SandomierzuBazylika Katedralna (m.in. ze względu na Ziarno Prawdy!), Ucho Igielne (jedno z moich ulubionych miejsc w Sandomierzu) oraz zjawiskowe wąwozy lessowe m.in. Wąwóz Królowej Jadwigi, Wąwóz Piszczele (nazwa od znalezionych tam ludzkich szkieletów, prawdopodobnie żołnierzy tureckich) oraz Wąwóz Staromiejski i wiele, wiele innych…
  5. Rynek i Mały Rynek – rynek sandomierski to jedno z niewielu centrów miast, które mnie nie przytłaczają i nie nudzą. Poza fantastycznymi i różnorodnymi kamienicami znajdującymi się dookoła ratusza miejskiego macie do dyspozycji małe, urocze i kameralne uliczki, sklepy z pysznymi krówkami i tajemnicze restauracje z wyjątkowym klimatem.
    Jeśli jednak zdarzy się tak, że będziecie mieć dość „wielkomiejskiego” Rynku, lub akurat będą kręcić kolejny odcinek Ojca Mateusza, zapraszam Was na niemniej bogaty i ważny Mały Rynek, położony na północ od głównego placu. Na co dzień znajduje się tam targ i odbywa się uliczny handel. To niepowtarzalna okazja, aby wówczas zaopatrzyć się w pyszne i zdrowe śniadanie oraz zrobić zapas produktów, które rodzi ta ziemia.
  6. Koniecznie musicie zajrzeć do podziemi ulicy Stanisława Bartolona, aby na żywo obejrzeć Zbrojownię Rycerską Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej. Z tego, co pamiętam przewodnikiem tej wystawie jest totalnie zafiksowany na punkcie historii rycerstwa oraz miasta, hipsterski lokalny wojownik 🙂 Nie dosyć, że jest chodzącą skarbnicą wiedzy, to potrafi fantastycznie uczyć, bawiąc. To jedno z niewielu muzeów, jakie miałam okazje widzieć, gdzie łączy się dwa bardzo ważne komponenty – edukację i doświadczenie. Otóż wszystkie eksponaty, które tam znajdziecie, są do Waszej dyspozycji – możecie dotykać, przymierzać, oglądać do woli. Genialna sprawa! Polecam bardzo, bardzo, bardzo.
  7. Okolice Sandomierza – wyprawa w Góry Pieprzowe jest tak obowiązkowa, jak spróbowanie sandomierskiej krówki. Poza tym do wyboru macie równie ciekawe miejscówki: Zawichost, Annopol, Baranów Sandomierski, Opatów, Ujazd – Zamek Krzyżtopór, Kurozwęki oraz cudowny Ćmielów. Już Was zazdroszczę!

… a Mateusz zadziera czarną kiecę

  1. Synagoga – obecnie to Archiwum Państwowe. Dawniej miejsce spotkań lokalnej społeczności żydowskiej, która także i na tym terenie odegrała ważną rolę w budowaniu historii, kultury i tożsamości Sandomierza. Pomimo przeobrażenia budynku dla jego współczesnego zastosowania, trzeba przyznać, że dalej czuć w powietrzu atmosferę dawnej synagogi, to jest jakaś magia – takie rzeczy się po prostu wie. Dodatkowo z dziedzińca synagogi rozpościerają się malownicze widoki na panoramę Sandomierza.
    Po przeczytaniu Ziarna Prawdy wyobraźnia będzie działała jeszcze mocniej, mogę Wam to zagwarantować.
  2. Podziemna trasa zwiedzania – to atrakcja, której nie możecie przegapić. Nie ma takiej opcji, że będziecie w Sandomierzu i nie zwiedzicie podziemnego miasta. Trasa funkcjonuje od 1977 roku, długość korytarzy to 450 metrów znajdujących się pod kamienicami ul. Opatowskiej, Rynku i pod Ratuszem. Podczas tej trasy schodzicie na 12 metrów głębokości i zwiedzacie ponad 34 pomieszczeń. Cała wycieczka jest niezwykle dobrze zorganizowana i uwierzcie mi, że nie będziecie chcieli wychodzić 🙂 To fantastyczne uczucie słyszeć kroki ludzi i szum tętniącego życiem miasta nad głowami. Minęło tak sporo czasu, a ja tak doskonale to pamiętam, cudowne przeżycia.
  3. Restauracje – jest kilka dobrych, godnych polecenia knajp, ale o tym za chwilę. Tak jak wspominałam – krówki są tutaj obowiązkowe, ja pamiętam te z historyjkami o Sandomierzu. Otóż na każdym opakowaniu krówki, w środku znajdziecie różne zabytki Sandomierza z krótkim opisem. Jedzenie może skutkować wieloma dobrymi pomysłami, nie macie planu na kolejny dzień, to sięgnijcie po krówkę 🙂 Oczywiście obowiązkowo musicie skosztować lokalnych cydrów i posiłków na bazie jabłek – ahh sałatka na bazie jabłek, z orzechami i serem oraz winegretem wymiatała. Mniam! Nas wówczas oczarowało, nowo otwarte Bistro Podwale, niedaleko Zamku – nowoczesny wystrój, świeże kwiaty i ta kaczka z musem jabłkowym i kaszą! Święty Barnabo, co to była za rozkosz!
    Bistro zrobiło wtedy robotę, mam nadzieję, że utrzymują swój poziom. W czasie pobytu w Sandomierzu stołowaliśmy się tam prawie każdego dnia. Mogłabym jeszcze polecić Iluzjon oraz  Lapidarium pod Ratuszem – dobrze wspominam. Nie chcę Wam jednak niczego sugerować, po prostu spróbujecie sami. Na pewno nie polecam restauracji po Kuchennych Rewolucjach – Kuba z  Sandomierza, odjechała po emisji programu.
  4. Mury obronne miasta – kolejna ważna i interesująca atrakcja Sandomierza. Otóż mury obronne oplatały całą starówkę miasta, a zwieńczało je 21. baszt i 4. bramy wjazdowe: jedyna zachowana do chwili obecnej to Brama Opatowska. Nieistniejące bramy to: Zawichojska, Krakowska i Lubelska. Mury posiadały także dwa tajemne przejścia w tym wspomniane już przeze mnie Ucho Igielne. Bramę Opatowską można oczywiście zwiedzać, do czego Was gorąco zachęcam, na pewno się nie zawiedziecie. Na samej górze czeka na Was nagroda 🙂 Poza atrakcyjnymi widokami i dobrymi zdjęciami, jest to dobre miejsce na poznanie bliżej historii miasta. Uważam, że jest to jeden z najpiękniejszych punktów/ symboli na mapie Sandomierza, przechodzenie przez Bramę Opatowską to jak droga do innego portalu.
  5. Romantyczne spacery nocą? Czemu by nie?
  6. Słów kilka o kamieniczkach – 31. unikatowych, zjawiskowych i niepowtarzalnych zabytków architektury znajdujących się jedna obok drugiej i okalających Ratusz. Każda z własną historią, osobistym przeznaczeniem i różną wartością zarówno sentymentalną, jak i materialną. Te dumnie prezentujące się perełki Starego Miasta gościły najznamienitsze głowy ziemi sandomierskiej, a i obecnie ich przeznaczenie nie zostało zmarginalizowane. Kilka przykładów współczesnych siedzib – gmach Poczty Polskiej, PTTK Oddział Ziemi Sandomierskiej czy słynny Hotel pod Ciżemką.

To nie jest pielgrzymka

Tak jak wspomniałam w tytule, to nie jest pielgrzymka do Sandomierza, tylko kulturalna wyprawa do pięknego, malowniczego i kameralnego miasteczka.

Zachęcałam Was do wejścia do Katedry, ale też z dużą rezerwą i ostrożnością m.in. z racji na znaczenie historyczne i kulturowe kościoła. Poza tym mamy z nią niemiłe wspomnienia po tym, jak nie daliśmy „co łaska” za możliwość wejścia do kościoła, prawie nas wyrzucono – cała wycieczka się zbuntowała. Nie wiedzieliśmy, że nie możemy wejść od tak do kościoła, to co chciałam zobaczyłam i pewnie więcej tam się nie pojawię. Jeśli znacie Ziarno Prawdy, to wiecie, o co mi chodzi. Jeśli jednak uznacie, że nie ma takiej potrzeby, aby wchodzić do katedry to jeszcze lepiej.

Zakładając, że macie ochotę odwiedzić wszystkie święte miejsca w Sandomierzu, a jest ich dużo, to będzie to na pewno udana i pobożna wyprawa. Wybaczcie mi jednak, że nie uwzględniłam ich w swoim przewodniku, ale nie czuję się dobrze, mówiąc o sztuce sakralnej, ja się po prostu na tym nie znam.

Gdybyście jednak zdecydowali się na wybór mojego szlaku, to będzie mi niezmiernie miło 🙂
To, co zaczynamy wspólną przygodę z Sandomierzem? Zastanówcie się dobrze dwa razy, zanim odpowiecie i pamiętajcie, że ja dalej nie mam prawa jazdy, a na rowerze po Sandomierzu to tylko Artur Żmijewski śmiga.

Więcej informacji i aktualności znajdziecie tutaj:

Polskie Towarzystwo Turystyczno – Krajoznawcze

Oddział im. Aleksandra Patkowskiego w Sandomierzu

ul. Rynek 12, 27-600 Sandomierz

#kulturadowynajecia

 

 

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.