#Nieoczywista_Kultura

Kiedy nie masz pomysłu wybierz po prostu kulturę…

 

Część I – KULTURA DARMOWA (i bardzo dobra)

Miałam naprawdę intensywne pół roku wynajmowania kultury.  Byłam w pięknych miejscach, oglądałam świetne przedstawienia i spędziłam cudowne chwile w muzeach, teatrach i kinach. Oczywiście wydałam na to wszystko niemałe pieniądze, dochodzą jeszcze książki, albumy, pocztówki, plakaty… no dobra, no! Śmieciarz Kultury powraca z wielkim przytupem!

Jednak w przeciągu tych paru miesięcy spotkało mnie kilka przyjemnych i darmowych spotkań kulturalnych, których totalnie się nie spodziewałam: #darmowe rządziło bardzo mocno!

Pod koniec kwietnia namiastka mojego ukochanego Sieradza pojawiła się w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej we Wrocławiu, żeby totalnie pozamiatać i wprawić mnie w totalny zachwyt. W połowie kwietnia napisała do mnie Nikola z pytaniem, czy pojawię się w PWST na adaptacji opowiadania pt. „Historia pana Sommera”? Okazało się, że jest to spektakl dyplomowy nauczycielki Nikoli i młodzież gimnazjalna bierze w nim udział. Grupa teatralna Cogito, bo tak się oficjalnie nazywają działa przy Szkole nr 10 im. B. Zwolińskiego w Sieradzu. Muszę się Wam przyznać, że bardzo ucieszyłam się z zaproszenia, jednak potraktowałam to przedstawienie zbyt infantylnie. To był mój ogromny błąd. Nastawiona byłam na „typowe” przedstawienie szkolne, gdzie trzeba klaskać i się uśmiechać, bo to przecież dzieci występują i będzie im przykro.

Zawstydzili mnie gimnazjaliści i… dobrze mi tak!

Strasznie mnie zawstydzili.
Gdybym napisała, że byli ZJAWISKOWI, to bym ich obraziła, przedstawienie było na naprawdę wysokim poziomie i cóż nie jeden polski, młody aktor mógłby się zdziwić, oglądając tę grupę nastolatków. Faktem jest, że mieli fantastyczną prowadzącą, która studiuje reżyserię teatru dzieci i młodzieży, ale ich pracowitość, pomysłowość i umiejętności aktorskie przeszły najśmielsze oczekiwania. Wówczas byłam świeżo po wizycie w teatrze współczesnym i może to zbyt wysokie porównanie, ale czułam, że w obu przypadkach występowali dla mnie profesjonaliści. Opowiedzieli mi piękną, spójną i wzruszającą historię, genialnie zagraną, a na dodatek pokazali, jak potrafią się zmobilizować — scena nad rzeką pozostanie w mej pamięci do końca życia.

Przedstawienie trwało ok. 40 minut, a ja żałowałam, że tak krótko i szybko.
Moją uwagę zwrócił (oczywiście poza Nikolą) Maciej Kowalczyk grający chłopca — narratora całej opowieści. Nie mogę nie wspomnieć o jego fantastycznych i dowcipnych kolegach, ta zgraja wprawiała nas w dobry nastrój widza, a także o plotkujących kobietach. Kto jak kto, ale dziewczyny świetnie odnalazły się w tej roli 🙂 Każdy epizod i każda najmniejsza scena odegrane były z wielkim szacunkiem do widza. To nie było zwykłe szkolne przedstawienie, to proszę Państwa, było coś lepszego, wynioślejszego i bardziej profesjonalnego. Myślę, że przed tymi młodymi ludźmi wspaniała przyszłość, a fakt, iż ich adaptacja nie może mi wyjść z głowy do dziś, o czymś świadczy. Byłam z Was bardzo dumna! Dzięki Nikola za zaproszenie niech żałują Ci, co nie widzieli.
Poniżej przedstawiam Wam wszystkich aktorów — byli tak mili i zgodzili się na małą sesję dla Kulturalnej Oli. To był dla mnie ogromny zaszczyt, do zobaczenia w teatrach!

Akt II – teatr amatorski Towarzystwa Kultury Czynnej

To nie koniec spotkań z pięknymi, młodymi i zdolnymi ludźmi! Mam to szczęście, że wśród moich przyjaciół jest dużo artystycznych dusz, a jedną z nich jest Nina, która spełnia się jako aktorka w Towarzystwie Kultury Czynnej we Wrocławiu. Dwukrotna przyjemność bycia widzem przedstawienia „Powódź” sprawia, że traktuję ich jako rodzinę. Sam tytuł mocno nawiązuje m.in. do historii Wrocławia i Dolnego Śląska, jednak to tylko moje luźne skojarzenie. Wiedziałam, że zamysł jest komediowy, a reżyserka Jolanta Sakowska poradziła sobie z tym zadaniem świetnie.

„Powódź” to historia dwóch wielopokoleniowych rodzin, które w wyniku zalania części kondygnacji budynku musiały uciekać na strych, aby się schronić. W tym momencie zaczyna się cała opowieść: mała przestrzeń, dużo ludzi, nuda, głupie pomysły i oczekiwanie na ratunek. Jednak zanim pomoc przybędzie, to coś trzeba robić… przechodzimy do meritum.
„Powódź” to odpowiedź na to, jak kuriozalnym i śmiesznym wydarzeniem może stać się sytuacja trudna, kiedy podejdziemy do niej z humorem i dystansem, stawiając raczej na pokazanie relacji międzyludzkich.

Połączenie różnych pragnień, zdań, poglądów oraz doświadczeń życiowych może być naprawdę groteskowe nawet w niesprzyjających okolicznościach. Powódź to dla mnie teatralna wersja rozmów polskiej rodziny po niedzielnym obiedzie — babcia, wnuk, wnuczka i cztery opinie w jednej sprawie.

Aktorom nie towarzyszyła rozbudowana scenografia, rzekłabym, że mieli do dyspozycji skromne narzędzia, zatem cała uwaga była skupiona tylko na ich umiejętnościach. Nie obyło się bez nawiązań do polskiej i zagranicznej literatury — co cenne pierwszy raz usłyszałam ukraiński wiersz na żywo. Nic nie zrozumiałam, ale było magicznie 🙂
Zadziwiające jest jak tego typu grupy teatralne sprawdzają się w kontakcie z widzem – mieli z nami świetny kontakt. Zdaję sobie sprawę z pewnych trudności w zintegrowaniu wszystkich aktorów ze względu na spore różnice wieku, ale najwidoczniej opłacało się. Nie potrafię określić, kto wypadł lepiej, nastawiona byłam na ludzi młodych, ale bardzo pozytywnie zaskoczyli mnie starsi. Dobrze jest patrzeć na ludzi, którzy już nic nie muszą. Wiecie, o co mi chodzi, prawda? Przede wszystkim o autentyczność i mądrość, którą widać z każdym granym gestem. U młodych powiało optymizmem, świeżością i naturalnością, jednak miałam wrażenie, że to starsze Panie skradły serca widzów. Genialnie się uzupełniali i tworzą zgraną paczkę, z przyjemnością oklaskiwałam ich za każdym razem. Ta sytuacja pokazała mi jasno, że nie ma miejsca i zgody na podziały: młodzi, którzy mogą wszystko i starsi, którym wypada siedzieć w domu i opiekować się wnukami. Kocham, kiedy na moich oczach łamane są stereotypy! Marzę tylko o jednym, żeby w wieku tych Pań być tak pogodzona z życiem i z sobą samą.

Nie będę Wam zdradzała więcej szczegółów dotyczących zakończenia historii „Powodzi”, bo może będziecie mieli okazję zobaczyć ją na własne oczy. W Towarzystwie dużo się dzieje, zapraszam do niego szczególnie Wrocławian.

Pełny skład twórców i obsada: 

Reżyseria: Jolanta Sakowska

Scenariusz: Jerzy Welter

Obsada: Alicja Wilczyńska, Maria Ostrowska, Renata Kaniecka, Nina Verbytska, Ewa Opak ,Adrian Purzycki.

Kulturalna Ola dzięki Nim miała znowu #kulturazadarmo.

ADRES: Dom Sztuki PajdArt, ul.Paulińska 4-8.

Część II – KULTURA NIEBANALNA

Nieoczywiste muzeum to?

Wrocław jest pełen atrakcji muzealnych i to bez dwóch zdań, muzea rosną jak grzyby po deszczu, a lokalni mieszkańcy wraz z przyjezdnymi wybierają, w czym chcą. Jest jednak pewne małe, zaciszne i unikatowe muzeum na mapie Wrocławia i nazywa się Muzeum Poczty i Telekomunikacji. Pomyślicie sobie: a co to ja nie wiem, jak znaczek wygląda? Jednak tutaj nie chodzi o takie proste muzealnictwo 🙂
Co prawda wystawa nie jest duża, ale za to bardzo wartościowa. To jedno z tych muzeów gdzie obcujecie z kulturą użytkową, a historia spotyka się z Wami oko w oko. Podczas pobytu w Muzeum nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tym razem i Panowie będą mieli udane popołudnie. Dlaczego? Muzeum zgromadziło naprawdę sporo eksponatów telekomunikacyjnych – dostaniecie w prezencie ogromny przekrój historii aparatów telefonicznych, znajdzie się nawet budka telefoniczna. Nie zabraknie starych telewizorów, półki z różnymi radiami, megafonów i komputerów. Drogie Panie bierzcie Panów pod pachę, a gwarantuję Wam, że będą zadowoleni jak dzieci 🙂 Wiek nie ma żadnego znaczenia – partnerzy, mężowie, ojcowie, dziadkowie, kuzyni: bierzcie ich wszystkich, a zaskoczą niejedną ciekawą historią. Panowie, wierzę w Was mocno! To także świetna okazja, aby wreszcie dwa światy spotkały się w jednym punkcie i czerpały z kultury, wykorzystując swoją wiedzę.

Co zobaczę w Muzeum?

  1. Ekspozycja muzeum składa się z dwóch działów: Historia poczty i telekomunikacji oraz Filatelistyka, oba z nich znajdują się na piętrze muzeum. Gwoli przypomnienia: siedzibę muzeum znajdziecie w budynku Poczty Głównej we Wrocławiu. Może jest to zbyt oczywiste, jednak wiele osób pyta się mnie: „a gdzie jest to muzeum?”
    Teraz już wszystko jasne.
  2. Co się tyczy samej ekspozycji – w pierwszej sali zostaniecie zapoznani z historią pocztylionów oraz dowiecie się, jakie były początki przekazywania korespondencji. Nie jest to sucha wiedza, do Waszej dyspozycji jest wiele eksponatów, które pozwolą na lepsze oswojenie się z tematyką. Dzięki nim zapamiętacie więcej informacji i możecie chronologicznie ułożyć całą historię. Moje serce skradła historia poczty polskiej za czasów II Wojny Światowej, a w niej m.in., cudowne zdjęcia i dokumentacja.
  3. Po wejściu do drugiej sali wprost oszalałam ze szczęścia– jest to zbiór autentycznych skrzynek pocztowych z całego świata oraz ewolucja polskich czerwonych skrzynek od XIX wieku. W tej sali spędziłam najwięcej czasu.
  4. W dziale historii poczty i telekomunikacji znajdziecie m.in. wspomniane wcześniej skrzynki pocztowe, wagi listowe, przybory do pisania, kufry, stroje pocztylionów, kasetki na znaczki pocztowe, liczną dokumentację w postaci fotografii, wspomnień, relacji, książeczki służbowe, bilety dyliżansowe (znaczna część fotografii prezentuje historię poczty polskiej z okresu międzywojennego) oraz uwaga… dwa oryginalne dyliżanse pocztowe i furgon pocztowy! Dyliżanse to hit tego muzeum – naturalnych wielkości olbrzymy robią ogromne wrażenie, a ja oczyma wyobraźni widziałam siebie w środku. Dyliżanse pomieszczą 9 i 23 pasażerów, zatem możecie spróbować wizualizować ich rozmiary. Muzeum wykorzystuje je często podczas wielkich uroczystości i spotkań jako promocję miejsca. Jest co promować!
  5. W dziale telekomunikacji znajdziecie: zbiór urządzeń telegraficznych, telefonicznych, radiofonicznych i telewizyjnych z XIX i XX wieku. Fani zabytkowych aparatów telefonicznych będą mieli co tutaj robić, ponieważ zaprezentowane eksponaty nie są tylko zbiorem polskiej myśli technicznej. Co oprócz telefonów? Ręczna dziurkarka produkcji duńskiej do telegrafu Wheatstona wynalezionego 1875 r., telegraf Hughesa firmy Simens-Halske z Berlina i rosyjski aparat Morse’a z 1914 r. Nie zabraknie także odbiorników radiowych i telewizyjnych produkowanych w Polsce w latach 1930 -1959. Moje serce skradł prototyp telewizora z 1947 roku, koniecznie musicie go zobaczyć na własne oczy.
  6. Działu filatelistycznego nie muszę Wam szczególnie przedstawiać. Powiem tylko tyle, że zobaczycie w nim zbiory znaczków polskich oraz zagranicznych, począwszy od pierwszego znaczka polskiego z 1860 roku. Kolekcja jest o tyle interesująca, że zawiera w sobie zbiory tematyczne – znajdziecie tutaj specjalne wydania znaczków, unikatowe egzemplarze, ekskluzywne wydania oraz dokumentację graficzną polskich znaków pocztowych. Myślę, że skusicie się na wizytę, chociażby dlatego, aby móc zobaczyć projekty i szkice znaków pocztowych, kart pocztowych, datowników oraz kopert.
  7. Wystawy czasowe – na całe szczęście zdążyłam zobaczyć fantastyczną wystawę czasową „Kobiety w łączności”. Skromna, ale jakże wartościowa i przystępna historia! Przyznam się, że nie miałam pojęcia jak wielką rolę odegrały kobiety w rozwoju polskiej telekomunikacji – istne królowe telegrafów i telefonów. Cała historia powstania zawodu telegrafistki, telefonistki i juzistki opowiedziana została za pomocą kilkunastu planszy zaopatrzonych w piękne archiwalne zdjęcia, cytaty, świadectwa pracy, a także w grafiki komiksowe. Miałam okazję zobaczyć na żywo telefony, dalekopisy, łącznice i stroje Pań Telegrafistek. Nie wiem, jak one to wszystko ogarniały, ale jedno jest pewne: „mówi się”! Była to jedna z lepszych wystaw czasowych, jaką dane mi było oglądać. Wielki plus dla pomysłodawców całego przedsięwzięcia za dostosowanie komunikatu wystawy. Język, jakiego używano, (łącznie z wyjaśnieniami) dostosowany był absolutnie do każdej grupy wiekowej i poziomu wiedzy z zakresu telekomunikacji. Dziękuję za przedstawienie bohaterek historii w profesjonalny sposób, bez patosu i niepotrzebnego feminizmu. Nie ma nic gorszego niż podkreślanie na siłę, jakie to kobiety są mądre, ile potrafią i że wcale nie są gorsze od mężczyzn. W ten sposób tylko podbijamy szowinistyczne opinie, tutaj każda z bohaterek została przedstawiona zwyczajnie, ale z szacunkiem. Podkreślony został jasno fakt, jakiego przełomu dokonały kobiety zarówno zawodowego, jak i społecznego – zapoczątkowały nowe myślenie o roli kobiety w społeczeństwie, stawiały powoli znak równości pomiędzy płciami. Wystawa ta została zorganizowana z okazji Roku Praw Kobiet i genialnie się w niego wpisała. Oby więcej takich wystaw, drogie Muzeum!
  8. Pracownicy muzeum – to naprawdę przesympatyczni ludzie 🙂 Chętnie pomogą, udzielą wsparcia i porady. Na czele tego zgromadzenia stoi nieustraszona Asia, którą złapiecie przy samym wejściu na wystawę i pewnie ona wręczy Wam bilet wstępu. To chodząca skarbnica wiedzy – uderzajcie do niej śmiało, dziewczyna świetnie opowiada i osobiście uwielbiam z nią rozmawiać. To właśnie od niej dostałam zaproszenie na wystawę czasową, oczywiście POCZTĄ 🙂
    Tak, tak dostałam piękny list i cieszyłam się jak dziecko.
  9. Muzeum czynne jest od 10 do 16.00, w środy do 17.00. Wybierzcie się koniecznie w sobotę, wówczas wstęp jest darmowy 🙂 Bilet rodzinny to koszt 20 zł. Dokładny adres to: Zygmunta Krasińskiego 1, 50-954 Wrocław.

Kulturalna Ola wodzi na pokuszenie

Skuście się na coś nieoczywistego i wynajmijcie to miejsce na własnych warunkach. Gwarantuję Wam, że będzie to wyjątkowe spotkanie, nie tylko z historią poczty polskiej, ale także z architekturą. Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu to jedyne takie miejsce w Polsce gdzie możecie spotkać się początkami działalności poczty. Od 1956 roku wszystkie eksponaty znajdują się w okazałym budynku Poczty i czekają właśnie na Was!

W środku czuć prawdziwego ducha ekskluzywnych placówek pocztowych – pamiętacie te zagraniczne filmy wojenne i powojenne, gdzie pięknie ubrani ludzie wchodzą do poczty wysłać depeszę lub odebrać list? Ten przepych i bogactwo? To właśnie to! #jestklimacik.

P.S. Miałam szczęście, ponieważ załapałam się na małą wystawę znaczków pocztowych z polskich bajek – Tytus, Romek i A’ Tomek, Reksio Koziołek Matołek, Panowie spowodowali, że 26. Letnia poszukiwaczka kultury poczuła się jak dziecko. Przypomniały mi się moje młodzieńcze lata i chwile z Wieczorynką. Milusio. Dzięki bardzo.

 

Do następnego pięknego spotkania!

Wynajmujcie kulturę nieoczywistą, bo warto 🙂

Zdjęcia z przedstawienia „Powódź” są autorstwa Pana Dawida Gębali.

O Autorze

1 thought on “#Nieoczywista_Kultura

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.