Niebanalny, ale kulturalny Wrocław do wynajęcia

[…] Jestem. Wreszcie, ale wcale nie nareszcie. Już nie lubię tego miejsca, a czeka mnie tu minimum pięć lat, dobrze, jak mi się nie spodoba to trzy lata. Ciekawe jak by było w Poznaniu? Nie wiem, czy czegoś żałować, czy zostawić tak jak jest. Gdzieś tam jest mój mały, ukochany Sieradz – no nie przeżyję tego. […] Gwar, szum, samochody, tramwaje, skrzyżowania, ludzie, czuję, że zaczynam się powoli przyzwyczajać i lubię ten stan. Spotkałam na swojej drodze naprawdę miłe osoby i zawsze mam kogoś przy sobie. Nie jest tak źle, ale dalej tęsknię za moim domem i miastem. […] To nie mija, zawsze będzie mi brakowało Sieradza, ale zauważyłam, że wyjeżdżając gdzieś, dalej tęsknię za tym wrocławskim domem, to zupełna nowość. Teraz ten dom to nie tylko ja. Dobrze, że zostałam, gdybym uciekła nigdy nie poznałabym M. Pisząc to, leżę w łóżku, jestem po śniadaniu, które to właśnie on zrobił, piję herbatę i obserwuję jak pracuje. Jest zawsze taki skupiony i skrupulatny, uśmiecham się na tę myśl, podchodzę do okna i wiem, że jestem w domu. Naszym domu. Na Nadodrzu. […]

Już jakiś czas temu pogodziłam się z Wrocławiem, uważam, że jest to jedno z najpiękniejszych miast w Polsce. Wrocław nie jest przytłaczający ani wielkomiejski. Jest dużym miastem, ale ja nie czuję się tutaj tak jak np. w Łodzi czy w Warszawie – mała i wystraszona. Panuje tutaj wyjątkowy klimat, po pierwsze ze względu na historię tego regionu po drugie tę przyjazną atmosferę tworzą ludzie. Nigdy nie spotkałam się z odmową udzielenia mi wskazówki czy pomocy. Jest tutaj po prostu sympatycznie. Mieszkałam w różnych częściach Wrocławia – na Karłowicach, na Sołtysowicach, obecnie na moim kochanym Nadodrzu. Zdecydowanie wybieram miejsca na uboczu, nie widzę przyjemności mieszkania w ścisłym centrum, wystarczy jak, będę tam raz na jakiś czas. Od pewnego momentu miałam już dosyć miejsc oczywistych. Tu się właśnie pojawił problem, ile można chodzić na rynek, ile razy można umawiać się w tych samych miejscach i ile razy można chodzić tymi samymi drogami? Zawsze poszukiwałam czegoś więcej, chciałam mieć swoje „prywatne miejsca” i znaleźć ukojenie od studiów, pracy itp. Przez te kilka lat udało mi się stworzyć bazy, do których często uciekam albo chodzę z przyjemnością, zależy to od danych sytuacji. Oczywiście nie zamykam swojej listy i poszukuję dalej, bywa tak, że zupełnie przez przypadek znajdę coś niepowtarzalnego. Robię tak w każdym mieście, w którym jestem na dłużej. W Krakowie też mam swoje tajne (dla mieszkańców może mniej tajne) kryjówki, o rodzinnym Sieradzu nawet nie wspomnę, Ustka, Sandomierz, góry itp.

Jeśli znudziły się Wam znane miejsca, chcecie zaznać troszkę spokoju i oderwać się od szybkiego życia w centrum wydarzeń zapraszam do intymnego Wrocławia, szczególnie pięknego o tej porze roku. Zachęcam także do takich spotkań osoby, które przyjeżdżają na kilka dni, na weekendy lub są przejazdem. Poznanie Wrocławia od innej strony spowoduje, że będziecie chcieli tu na pewno powrócić.

Oto kilka moich propozycji:

  1. Opera Wrocławska – piękny, monumentalny gmach znajdujący się na ulicy Świdnickiej. Nie można go przegapić, a jednak spora część osób omija go szerokim łukiem. Często tego typu miejsca przerażają nas i powodują niemiłe spięcie. Nie będę Was namawiała tym razem na operę czy balet, będę Was jednak namawiać na przełamanie lodów lub co dla niektórych na ponowne odwiedziny. Jest ku temu genialna okazja. Nie wiem, czy wiecie, ale od stycznia tego roku można zwiedzać Operę – Operowy Labirynt to fantastyczna przygoda za całe 10 zł. Mogę z czystym sumieniem polecić Wam tę wycieczkę, ponieważ sama brałam w niej udział podczas zakończenia Europejskiej Stolicy Kultury we Wrocławiu, wówczas miałam przyjemność pracować w Infopunkcie ESK. Z racji na wysokie zainteresowanie i dobry odbiór Opera zdecydowała się kontynuować to przedsięwzięcie.
    Operowy labirynt to fenomenalny spacer w czasie, zaczynając od historii samego obiektu (nie spodziewałam się aż tylu niespodzianek) a skończywszy na wykorzystaniu nowoczesnych technologii. Mieliśmy niepowtarzalną okazję być na samej scenie opery i dostrzec ile tych scen tak naprawdę jest, mogliśmy poznać tajniki pracy solistów i dyrygenta oraz obsługi technicznej, wchodziliśmy za kulisy sceny gdzie oglądaliśmy choreografię do najnowszego spektaklu – wtedy był to Trubadur, byliśmy w charakteryzatorni oraz w pomieszczeniu, w którym widzowie odpoczywają w trakcie przerw. Nie byłoby w tym nic spektakularnego, gdyby nie potrójnej grubości szyby czy żyrandole z kryształami Swarovskiego. To cudowne widzieć za oknem życie zupełnie go nie słysząc. Sam obiekt jest oczywiście bardzo elegancki i dostojny. Zapraszam do Operowego Labiryntu i na operę. Ostrzeżenie: jest tak duże zainteresowanie, że bilety zakupione w marcu są dopiero na maj. Warto czekać.
  2. Coś dla ducha już było, teraz kolej na ciało – Browar Mieszczański na ulicy Hubskiej. Pierwszy raz zabrał mnie tam M. kiedy unikaliśmy tłumów podczas Nocy Muzeum. Nasza intuicja podpowiadała nam, aby koniecznie udać się do tego miejsca i muszę przyznać, że nas nie zawiodła. Był już zmrok, paliły się małe światełka, które niejako zapraszały do wejścia do galerii. Galeria jest dokładnie na wprost i dopiero później mogłam rozejrzeć się po całym obiekcie. Cegła, surowość i chłód tego miejsca był zaskakująco przyjemny. Sama galeria nie była duża – znajdowało się tam kilka obrazów i zdjęć notabene bardzo nowoczesnych i dobrych. Pamiętam ją do dziś a przecież minęło już tyle czasu. W Browarze czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka. Wszystkie te zapachy, kolory i widoki zawróciły mi totalnie w głowie, otóż okazało się, że w Browarze można zrobić światowe zakupy. Poza świetnymi produktami regionalnymi Browar oferuje mieszankę kultury europejskiej. Oszalałam całkowicie! Sery, oliwki, wina, wędliny dojrzewające, przyprawy, soki, napary, pasty, pieczywo i oczywiście piwo. Spokojnie, taka okazja nie jest tylko raz w roku, co niedzielę w Browarze można zaopatrzyć się w te smakołyki prosto od producenta, a także porozmawiać z każdym sprzedającym. Nazywa się to Bazar Smakoszy i czynny jest od 10.00 do 16.00. Tam nikt nie kłamie, nie udaje i nie oszukuje, chcecie sprawdzić to nie ma sprawy, zawsze można spróbować danego produktu przed zakupem. Świetna okazja! Oczywiście cena jest adekwatna do wytwarzanego dobra, ale bez obaw, nie stracicie majątku. Poza jedzeniem kryje się tam wiele innych niespodzianek. Jest to niewątpliwie miejsce z duszą i pasją.
  3. Macie ochotę na więcej naszego wrocławskiego browaru? A może po wycieczce w Operze kolej na wycieczkę po Browarze? Proszę bardzo oto Browar Stu Mostówhttps://100mostow.pl/zwiedzanie/  Myślę, że to dobra okazja na spotkanie towarzyskie czy nawet na randkę. Wspieranie polskich marek, polskich produktów i poznanie własnego regionu to także kultura.
  4. Mam 25 lat i kocham Kolejkowo. To chyba nie jest przypadek, od momentu, kiedy sprowadziłam się do Wrocławia jako środek komunikacyjny wybieram tramwaje. Nie wiem co jest w nich takiego wyjątkowego, ale po prostu uwielbiam nimi podróżować. Dla mnie Kraków to przede wszystkim tramwaje,mają taki niespotykany kształt zupełnie jak z innej epoki a obicie siedzeń jest dodatkową wizytówką miasta, te urocze lajkoniki są  po prostu słodkie. Mały M. też miał być maszynistą, no cóż, teraz przynajmniej chodzimy do Kolejkowa. Kolejkowo na Placu Orląt Lwowskich to zjawiskowy Dolny Śląsk prezentowany w miniaturze. Makieta znajduje się na dwóch piętrach i przedstawia najbardziej charakterystyczne miasta, miejsca regionu. Co ciekawe w tym małym świecie są także pory dnia – dzień i noc. Gdy gasną światła w domkach zapalają się światła, na ulicach rozbłyskają latarnie a drogi oświetlone są tak, aby samochody mogły się bezpiecznie poruszać wśród przechodniów. Jest to naprawdę genialnie odwzorowane. Nie ma możliwości zaspokojenia ciekawości tylko raz, tu się bywa często. Cudowne jest to, że za każdym razem jest to taka sama przygoda, bez nudy. Od jakiegoś czasu powstaje nowa makieta i będzie więcej miejsc do podziwiania. Polecam wybrać się tam w tygodniu, ponieważ jest mniej osób. Uwaga: to nie jest tylko miejsce dla dzieci! Absolutnie!
  5. Dlaczego ta lokomotywa stoi? – czyli Muzeum Współczesne na Placu Strzegomskim we Wrocławiu. Wow, wow, wow! Powiedzmy sobie szczerze – to muzeum nie jest uniwersalne, to znaczy nie każdy może dostrzec w nim od razu coś wyjątkowego i nie musi czuć się tam swobodnie, ale… właśnie to „ale”. Zawsze powtarzam, że trzeba mieć otwarty umysł i dawać sobie szansę. Ja za każdym razem będąc w MW mogę odciąć się od oczywistości, stereotypów, zasad, wymagań i poćwiczyć wolne myślenie. Przebywanie tam mnie odpręża, bawi i dystansuje. Są w nim wystawy mniej lub bardziej intrygujące, ale za każdym razem jest cicho, przyjemnie i kulturalnie. Co można? Można wziąć ze sobą książkę, ulubioną muzykę i położyć się na kolorowych kanapach na piętrze, można zwiedzać, można pojechać na samą górę do kawiarni i podziwiać panoramę Wrocławia (nocą jest obłędna) albo można po prostu się pobawić. Jest to muzeum – dom, wchodzę, zdejmuję kurtkę, zakładam słuchawki i robię co chcę. Na przykład ostatnio byłam artystą, inni też byli artystami i tworzyli obok mnie. Tak sobie razem coś budowaliśmy. Czy się znaliśmy? Nie. Czy mówiliśmy do siebie? Zależy. Czy się rozumieliśmy? Nie musimy. Czy było dobrze? Było bosko. Po trzech godzinach, które nie wiem, kiedy minęły mogłam spokojnie opuścić to miejsce i zjeść coś dobrego. To był wyjątkowy dzień. Dziękuję Monice za obecność. Polecam iść na wszystkie wystawy, nie bać się. Szczególnie polecamy tę wystawę: pikselki
  6. Pamiętacie Dunikowskiego? To ten przyjaciel naszego Antoine’a z Sieradza. Wrocławianie na pewno go znają, jeśli Wy nie kojarzycie to koniecznie po tych wycieczkach wybierzcie się na krótki spacer Pasażem Dunikowskiego. To jest jedno z moich najukochańszych miejsc w plenerze. Piękny zarówno po stronie Muzeum Narodowego, jak i po stronie Urzędu Wojewódzkiego. Zieleń, woda, deptak, piękny widok na Ostrów Tumski robi wrażenie. Pasaż jest bardzo często wykorzystywany do różnego rodzaju przedsięwzięć artystycznych np. był bardzo ważnym punktem podczas ESK. Bywałam tam wówczas codziennie. Dlaczego? Sami zobaczcie.

[…] Nocą miasto wygląda jeszcze lepiej, jak można spać skoro można zwiedzać? Uwielbiam nasze wspólne spacery, chcę wszystko zapamiętać. Teraz jest zupełnie cicho. Czekamy na tramwaj, M. mówi, że będziemy jechać około pół godziny. Hmm, nie ma absolutnie żadnego problemu. […]

Myślałam, że uda mi się zrealizować projekt Niebanalny Wrocław w jednym artykule, ale z radością stwierdzam, że niestety nie. Jest tyle zjawiskowych miejsc, że muszę dać im wszystkim szansę. Po kolejną odsłonę zapraszam już za tydzień. Tymczasem korzystajcie z pogody i wynajmujcie ile się da. Wiosna!

Serdeczne podziękowania dla Moniki za zdjęcia globusów na Pasażu-ulitowałaś się nade mną i nad moim biednym telefonem.

#kulturadowynajecia

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.