Wszystkiemu winne ślepe ściany, bo ślepe są bidulki…
Kochacie Wrocław pełen licznych murali i różnorodnego street artu prawda? Zastanawialiście się czasami, jak wyglądały nasze ulice w latach 60- 80 XX wieku? Co zdobiło budynki ówczesnego Wrocławia? Ci, którzy chcieli się o tym przekonać, mieli okazję od 27.06 do 28.07 sprawdzić to w małej, kameralnej Galerii Entropia we Wrocławiu. Mowa tutaj o wystawie fotografii Bogdana Konopki pt. „Ślepe Ściany”. Tytułowe Ślepe Ściany to określenie na boczne ściany monumentalnych budynków, kamienic mieszkalnych odsłoniętych najczęściej w wyniku działań wojennych, z powodu wyburzeń lub zaaranżowanych z przeznaczeniem pod nowe ciągi komunikacyjne. Jednym słowem – ohydne, nieatrakcyjne ściany budynków, które jak najszybciej trzeba zasłonić. Teraz! Zaraz! Natychmiast! Ślepe — dlatego, że przeważnie nie miały żadnych okien (w sumie — dzięki Bogu, że nie miały).
Powiedzmy sobie to raz na zawsze – te ściany były okropne.
Podnieśmy na głos kolejną ważną kwestię – murale zasłaniające te ściany wcale nie były lepsze.
Kiedy oczywistości mamy już za sobą, zastanówmy się zatem: dlaczego akurat takie dzieła? Na pewno kojarzycie w swoim miastach tego typu ściany prawda? Ja pierwszy raz spotkałam się z takim budynkiem w moim ukochanym Dzierżoniowie i powiem szczerze, wygląda to oldskulowo. Jednak zdałam sobie sprawę, że nie chciałabym na co dzień oglądać takich „upiększeń”. Dzierżoniów, nie raz Was jeszcze zaskoczy 🙂
Na co komu to wszystko było potrzebne?
Tego typu murale zazwyczaj pełnią funkcje reklamy, ale czy w tym przypadku było tak na pewno? Nie. Przecież najwięksi monopoliści ówczesnej Polski, prezentowani na tych wielkoformatowych muralach takich reklam nie potrzebowali, jaką oni mogli mieć konkurencję na rynku? Żadnej.
Były to raczej swoistego rodzaju przypomnienia i obwieszczenia informujące o bytności jakiegoś konkretnego przedsiębiorstwa i instytucji państwowej. Przede wszystkim murale te miały pomóc w ożywieniu przestrzeni miejskiej, nadaniu jej kolorytu i zasłonięciu tych szpetnych zabudowań. Uważam, że to się niestety nie udało. Lubię te ciężkie i toporne czasy PRL – u, kocham stare filmy, seriale i lubię tę magiczną krainę absurdu, jednak sądzę, że powstałych murali nie można umieścić w żadnych ramach ulicznej sztuki – są po prostu jakimś nieporozumieniem. Wyglądały tak szpetne, że bronią się jedynie wartością sentymentalną i socjologiczno — historyczną. Jako pamiątkę, wspomnienia, element kultury w pełni to akceptuję i podziwiam, jednak nie mogę zrozumieć, dlaczego coś takiego kiedykolwiek powstało. Ciężko jest mi to wszystko zrozumieć, patrząc na dzisiejszy Wrocław, mieszkam tutaj od 6 lat i jestem wdzięczna za wszystkie przemiany architektoniczne, które uwolniły nas od tych „ozdób”. Dzisiaj mural znaczy więcej, dzisiaj możemy się nim chwalić, podziwiać i fotografować bez wstydu. Doceńmy to!
Rola i przeznaczenie murali
Prezentowane fotografie wrocławskich murali zostały wykonane w grudniu 1988 roku przez Bogusława Konopkę. Co ciekawe zdjęcia te zostały zrobione w przededniu transformacji ustrojowej i niedługo przed wyjazdem artysty za granicę. Jest to bardzo kluczowy moment zarówno dla naszego artysty, jak i społeczeństwa polskiego ogólnie, zdjęcia są pewnego rodzaju klamrą trudnych czasów i przepustką do lepszego, nowego świata. Mam wrażenie, że fotografie Konopki są jak wstrzymanie oddechu, po wypuszczeniu powietrza wkraczamy w zupełnie inną przestrzeń. Niewątpliwie ta wystawa jest jakimś osobistym i społecznym pożegnaniem, chyba nie do końca smutnym.
To niebywałe jak kilka zdjęć może oddać tak wiernie obraz całej materii i stworzyć uzupełnioną definicję wielkomiejskiej Polski. Fotograf nie miał na celu ukazania piękna wrocławskich murali (to jak już ustaliśmy, byłoby niemożliwe), fotografie te miały być dokumentacją nacechowaną aspektami socjologicznymi, urbanistycznymi i estetycznymi. Murale przedstawione na fotografiach wpisywały się genialnie w scenerię życia dnia codziennego, były niejako drugim planem życia Polaków, ich zachowań, losów, perypetii. Trochę tak jakby społeczeństwo nie mogło się od nich uwolnić i nawet w sytuacjach trywialnych murale w sposób okrutny przypominały, w jakiej rzeczywistości się znajdują. Warto też zwrócić uwagę, że widniejące w mieście elementy wystroju tworzyły nie tylko część kultury mieszkańców, ale także posiadały konkretną narrację i były wyraźnym zwrotem estetycznym w przestrzeni publicznej. Patrząc na nie współczesnym okiem, czyli z jakimś 30-letnim dystansem możemy jasno określić, co się nie udało, co wyszło, a także jakie głębokie przemiany zaszły od tamtego czasu.
Bogdan Konopka to klasa fotograf jest Proszę Państwa
Nie możemy spojrzeć na tę wystawę tylko pod kątem jej głównego przeznaczenia, czyli ukazania wrocławskich murali z okresu PRL-u. To jaki odbiór towarzyszy nam podczas oglądania owych zdjęć zależy także od koncepcji, pomysłu, środków przekazu, jakich użył artysta, a także od walorów artystycznych. Na to przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę.
Konopka w przypadku tej wystawy po raz pierwszy odszedł od swojej wieloletniej koncepcji robienia zdjęć czarno – białych, była to zatem jego pierwsza wystawa w kolorze. Po raz pierwszy wziął także do ręki aparat małoobrazkowy, niewielkoformatowy jak to zazwyczaj czynił oraz za pomocą reporterskich ujęć ukazał piękno życia mieszkańców na tle tych jakże intrygujących murali miejskich. Jest to relacja ze spaceru, zapisana klatka po klatce na kilkudziesięciu fotografiach. Sprawczynią powstania tych fotografii, a w konsekwencji samej wystawy jest żona Konopki – Jacqueline, przyłapana na jednym ze zdjęć 🙂 Zdjęcia z tej wystawy w większości nie były wcześniej publikowane, do tej pory pozostawały w formie skanów. Prezentowana wystawa jest premierą Bogdana Konopki z roku 1988 we Wrocławiu.
Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o samym artyście, odsyłam do linku: http://culture.pl/pl/tworca/bogdan-konopka
Pomimo obaw i wielu przemyśleń na temat murali dawnego Wrocławia, muszę Wam przyznać, że wystawa była naprawdę wartościowa i wzruszająca. Nagłowiłam się co niemiara przy niektórych zdjęciach – oczywiście nie wszystkie miejsca odgadłam, ale jestem pewna, że ta osobista historia zaskoczyła niejednego odbiorcę.
Dziękuję Galerii Entropia za fantastyczną rozmowę, dzięki której przeniosłam się do tamtych czasów oraz za piękne prezenty. Było mi niezmiernie miło i mam nadzieję, że do szybkiego zobaczenia 🙂
Zachęcam Was serdecznie do korzystania z tego typu okazji i do nieuciekania od wspomnień. Niech Pewex będzie z Wami!
A czy Ty wiesz, że kiedyś na frontowej ścianie Muzeum Współczesnego była wielka reklama Coca – Coli z obracającym się kapslem?
To już wiesz.
A jak to jest dzisiaj?
We Wrocławiu jest tak:
Oraz tak: https://kulturalna-ola.pl/2017/06/madonna-wroclawia-to-chyba-ja/
#kulturadowynajecia
Do następnego!
Galeria Entropia
ul. Rzeźnicza 4
50 – 129 Wrocław






















































