Bo to się zwykle tak zaczyna…
Za każdym razem lubię słuchać opowieści moich przyjaciół o ich nowych, niezapomnianych zagranicznych podróżach — to bardzo inspirujące. Z wielkim przejęciem i jeszcze większą dumą zwierzają się, jak to cudownie było móc oglądać zjawiskowe zachody słońca, kosztować nowych potraw czy pluskać się w luksusowych pięciogwiazdkowych hotelach. Zawsze cieszę się razem z nimi, bo wiem, jak bardzo jest to dla nich ważne. Dzielą się ze mną swoimi wspomnieniami i pokazują pamiątki, tworzą tym samym jakąś małą, unikatową historię.
Osobiście, nigdy nie byłam wielką fanką zagranicznych podróży, wolałam poznawać swoje własne podwórko, tym bardziej że jest naprawdę co zgłębiać. Takim oto sposobem bilans zawsze wychodził na zero. Oni opowiadali mi o Grecji, Egipcie a ja o Sandomierzu, Ustce i Krakowie. Od ponad czterech lat moje serce zostało zajęte przez Dzierżoniów. Pisałam Wam jakiś czas temu o przygodzie z Dzierżoniowem, tutaj dowiecie się na temat tego miasta o wiele więcej: Tylko Dzierżoniów! oraz Następny przystanek – Dzierżoniów Śląski.
Los tak chciał, że zostałam w tym wyjątkowym mieście aż do chwili obecnej, to niebywałe i ciągle nie mogę uwierzyć jak to się stało? Mam niesamowite szczęście, że M. pochodzi właśnie stąd, a ja dzięki niemu zyskałam kolejną perełkę na mapie Polski. Tym razem nie będę pisała o bogactwie architektonicznym miasta, o tym było sporo w poprzednich artykułach. W tym artykule chciałabym zwrócić waszą uwagę na coś niematerialnego – na wspomnienia.
Wspomnienia i pamiątki to najlepszy początek do budowania pięknej historii danego regionu.
Taką właśnie historię budowali przez lata mieszkańcy Dzierżoniowa, a nazwali ją po prostu DIORA.
Czym w ogóle jest DIORA?
Diora to pierwsza fabryka w powojennej Polsce produkująca na terenie Dzierżoniowa odbiorniki radiowe. Nie byle jakie odbiorniki, DIORA nazywana była polską Doliną Krzemową, na początku funkcjonowania zakładu odbiorniki te miały być produkowane tylko dla pracowników.
Pierwszym z modeli wypuszczonych do masowej sprzedaży był tzw. „Pionier”.
Wilhelm Rotkiewicz wraz ze swoją załogą zrewolucjonizował polski rynek technologiczny, dzięki czemu DIORA stała się nie tylko nowym miejscem pracy dla wielu ludzi, ale przede wszystkim była kojarzona z innowacją, nowoczesnością i wróżono jej wspaniałą przyszłość. W Diorze pokładano wielkie nadzieje i rzeczywiście tak się stało, zakład odnosił sukcesy nie tylko w swoim kraju, ale przede wszystkim zyskiwał klientów za granicą. W Muzeum możecie zobaczyć jakie modele wyworzono m.in. do Wielkiej Brytanii i co cieszyło się największym zainteresowaniem. Od Pioniera po radiostacje dla wojska, odbiorniki telewizyjne aż po magnetowidy. Tak oto firma przeszła wszystkie etapy rozwoju radiotechniki, swoją drogą nazwy radioodbiorników to temat na osoby artykuł (Mazur, Sonatina, Krokus, Ewa, Meluzyna, Klawesyn, Calypso, Śląsk, Polonez).
Dla niektórych DIORA to zwykły odbiornik radiowy, dla innych to nieprzespane noce na halach produkcyjnych, dla wielu z nas wysoka jakość i unikatowy design, a dla ludzi, których udało mi się poznać osobiście to po prostu całe życie. Banał? Może i tak, ale nigdy nie będę patrzyła na DIORĘ pod kątem prostokątnego czy kwadratowego pudełka. Dla mnie to coś więcej, to esencja budowania społeczności i historii regionu. DIORA to ludzie Dzierżoniowa, to ciocia Basia, która w noc Sylwestrową stała w sukni balowej na produkcji robiąc normę czy Pan Arnold, który pracuje w Muzeum Miejskim i ze wzruszeniem w głosie opowiada o złotych czasach zakładu. DIORA to my. Warto o tym pamiętać.
Społeczność DIORy
Nie musicie czytać drogich książek o sztuce, oglądać relacji telewizyjnych z najdroższych galerii na świecie czy jechać za granicę, aby zobaczyć „coś niesamowitego”. Kulturę macie na co dzień wokół siebie, m.in. w postaci tych pięknych ludzi. To dla mnie wielki zaszczyt, że mogłam ich spotkać na swojej drodze i dziękuję im, że poświęcili mi swój cenny czas, aby opowiedzieć o Diorze.
To kolejny dowód na to, że nie potrzebujecie mnóstwa pieniędzy i czasu, żeby zająć się kulturą na poważnie i być w centrum kultury!
Przyznam się Wam szczerze, że oglądając wystawę poświęconą DIORZE w Muzeum Miejskim w Dzierżoniowie, sama zastanawiałam się, dlaczego historia Diory jest zaklęta w czasie? Miało na to wpływ kilka czynników: ówczesne decyzje polityczne władz, pojawienie się na rynku „konkurencyjnego” towaru, a w konsekwencji bolesny upadek zakładu związany z niejedną przygnębiającą historią pracowników.
Ogarnia mnie dziwna złość i ludzka bezsilność, ale nie mogę cofnąć ani czasu, ani pewnych kroków, które podjęto. Przykro mi przede wszystkim z powodu ludzi, którzy byli bardzo silnie związani z tym miejscem – do chwili obecnej na ulicach Dzierżoniowa można spotkać dumnych diorowców. Tdzięki nim czuć ducha Diory w powietrzu 🙂
Co ja mogę zrobić dla Diory? Mogę spowodować, że historia DIORy będzie dalej na ustach jej mieszkańców i młodszego pokolenia. To wcale nie jest takie trudne. Gdyby tak odwrócić karty i zacząć zgłębiać wiedzę na temat historii swojego regionu? Wy też możecie to robić! Zacznijcie od odwiedzin w Muzeum Miejskim, Centrum Kultury czy innych miejscach promujących kulturę na terenie miasta. To się tyczy także szanownych mieszkańców Dzierżoniowa – jeśli pamiętacie DIORĘ, to zabierzcie dzieci i wnuki i ruszajcie na nową przygodę! Jeśli nie macie prawa pamiętać tej niezwykłej fabryki, poproście dziadków i rodziców o wycieczkę na Świdnicką 30!
Psst… przypomnę tylko, że w niedzielę muzeum tż jest czynne, a wstęp darmowy.
Myślę, że potencjał pracowników muzeum jest niepotrzebnie marnowany – oni chętnie podzielą się z Wami swoim doświadczeniem i ogromną wiedzą. Ci Panowie to prawdziwy skarb muzeum. Szczególnie jestem pod wrażeniem ostatniego spotkania z Panem Arnoldem, jestem nim szczerze oczarowana i to na pewno nie była nasza ostatnia rozmowa. Ten człowiek to skarbnica wiedzy o Diorze, wiem co mówię 🙂
Kulturalna Ola na tropie
Popytajcie dziadków i rodziców o DIORę, na pewno mieliście, albo ciągle macie jakiś unikatowy odbiornik na metrażu. Powiem więcej – on na pewno działa i ma się dobrze! DIORA to firma znana nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim doceniania poza granicami kraju. Czy produkt, w który wkłada się tak dużo poświęcenia, pracy, trudu i zaangażowania może być zły? Nie sądzę. Na wystawie poza tradycyjnym stanowiskiem pracy, pracownika DIORY macie okazję zobaczyć pierwsze modele radioodbiorników, aż do tych najnowocześniejszych. Oczywiście nie obyło się bez starych fotografii ojców założycieli, publikacji traktujących o przedsiębiorstwie, starych artykułów w prasie czy gadżetów sygnowanych logo DIORY. Wystawa jest naprawdę skromna, ale to właśnie w tym tkwi cała siła. Z ciekawostek: szykuje się komiks, opowiadający historię założenia DIORY, to kolejna okazja i pretekst do przekazania wiedzy najmłodszemu pokoleniu.
Kochani Pracownicy DIORY i mieszkańcy Dzierżoniowa, myślę, że skoro młoda, nic niewiedząca o życiu smarkata Sieradzanka tak bardzo pokochała Wasz region i jedną z najpiękniejszych historii budowania silnej integracji społeczenej, jaką dane jej było słyszeć, to Wy także podejmiecie wyzwanie i nie pozostawicie DIORY w zawieszeniu. Niech złote czasy powrócą! To dopiero początek. Obiecuję Wam, że to nie jest ostatnie spotkanie z DIORą. Tam tkwi zbyt duży potencjał, żeby Kulturalna Ola odpuściła ten temat po pierwszym razie.
Poza Diorą…
Zachęcam Was bardzo serdecznie do odwiedzin gmachu Muzeum Miejskiego w Dzierżoniowie.
To w nim oprócz historii Diory dowiecie się m.in. takich rzeczy:
- Kto i dlaczego mieszkał w budynku muzeum przed wojną?
- Dlaczego protestanci odegrali na tym terenie tak ważną rolę?
- Dlaczego muzeum posiada tak piękną kolekcję porcelanowych filiżanek?
- Dlaczego Dzierżoniów o mały włos nie został Polskim Izraelem?
- Z którego wieku pochodzi pierwsza wzmianka o mieście Dzierżoniów?
- Jak wyglądał dawny Dzierżoniów?
- Jaka jest historia Młyna Hilberta i jednego z lepszych browarów w tej okolicy?
- Dlaczego możemy podziwiać tylko fragmenty starych kamienic i kafli dawnych pieców kaflowych?
- Jak wyglądały niegdyś dawne izby mieszkalne?
- Oraz dlaczego eklektyzm jest taki super?
Wszystko to będzie opatrzone współczesnymi krajobrazami Dzierżoniowa i świetną rekonstrukcją filmową miasta sprzed wojny. Brzmi interesująco?
Jesienny Dzierżoniów
Dzierżoniów to dobry wybór o każdej porze, w sam raz na jesienne popołudnia i letnie dni, a skoro o jesieni mowa to nie obędzie się bez miejskiego spaceru. Nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła kilku zdjęć, mam nadzieję, że zachęciłam Was choć trochę i znajdziecie czas na wyprawę do pobliskiego Dzierżoniowa i okolic.
Co prawda nie każdy może spróbować zupy dyniowej mojej teściowej, ale na Boga! zawsze pozostaje Wam w zanadrzu Tościk. Kto nie był i nie próbował ten trąba! 🙂
Co wybieracie – Dzierżoniów czy Grecję? 🙂
#kulturadowynajecia























































































